środa, 8 października 2008
Źle psychicznie
Czuję się źle ale nie fizycznie tylko psychicznie :-( cały czas siedzę w domku. Brakuje mi pracy, rozmowy z drugą osobą ;-( Łukasz jest w pracy 8 godzin a jak wraca to jest tak zmęczony, że zasypia a ja dalej jestem sama. Czuję się brzydka, nie kobieca. Nie mogę ubrać się sexownie bo nie mieszczę się w spódniczki ani w normalnie, nie ciążowe ubrania. Nie mam tyle siły żeby się przez cały dzień czymś zająć. Nie daję rady sprzątnąć domku na raz tylko albo z przerwami albo z czyjąś pomocą. To nie jest tak, że nie cieszę się z Maleństwa bo bardzo Je Kocham i ogromnie cieszę się, że Dzidziuś jest we mnie tylko sama jakoś nie daję sobie rady. I nie tyle chodzi mi o pomoc fizyczną co psychiczną. Bardzo chciałabym gdzieś wyjść, nawet na głupi spacer ale nie sama tylko z Łukaszem ale kiedy? Ciągle tylko słyszę od różnych osób, że przyzwyczaję się do siedzenia w domu, tylko, że ja wcale nie chcę się do tego przyzwyczajać. Gdyby nie to, że w pracy jestem narażona na promieniowanie wolałabym tam być przez 8 godzin. Przynajmniej miałabym z kim porozmawiać czy do kogo się odezwać. W dodatku dobija mnie to, że pewnie przez jakiś czas po porodzie nie znajdę pracy a ja jeśli z Maleństwem będzie wszystko dobrze chciałabym dość szybko wrócić do pracy. Czuję się jak kura domowa a nie kobieta, obiekt westchnień, pożądania swojego Mężczyzny. W dodatku cały czas słyszę "dobre rady" mojej Mamy, których mam serdecznie dość. Wczoraj powiedziała mi, że jeśli będę dalej taka nerwowa to Maleństwo będzie po porodzie cały czas płakało i marudziło. Oczywiście standardowo słyszę, że ja to nie powinnam nic robić tylko leżeć i odpoczywać tak jak ona w ciąży. Tylko nie bierze tego pod uwagę, że ja już dostaję szału nic nie robiąc i że z moją ciążą jest wszystko dobrze. Cieszę się, że już jutro leci do Londynu przynajmniej od Niej odpocznę.
czwartek, 2 października 2008
2.10.2008
Wkleiłam dziś suwaczek 2 w 1 :-) suwaczek pokazuje 11 tydzień ciąży, czyli 11 tygodni od ostatniego okresu a Maleństwo jest ze mną faktycznie 9 tygodni :-) czyli 9 tygodni temu Je zmajstrowaliśmy :-) Dziś dostałam zwolnienie lekarskie na 43 dni :-) teraz będę miała dużo czasu żeby napisać coś tutaj :-) W poniedziałek odebraliśmy posiew moczu i bakterii nie ma, jedynie te leukocyty w moczu ale jutro mamy do odbioru kolejne badanie ogólne moczu więc zobaczymy jak to się tam mam. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej bo staram się dużo pić, jeść kwaśne i dużo więcej sikam. Dziś pierwszy raz odkąd jestem w ciąży wymiotowałam. Podobno nudności i wymioty mijają ok 12 tc więc czemu u mnie się dopiero pojawiły? Ostatnio w ogóle coś mam wstręt do jedzenia i fatalnie reaguję na zapachy. Owszem jestem głodna ale jak już siądę i jem to albo mnie mdli albo już nie mam ochoty jeść. Kiedy to minie? Wiem już, że nie będę miała przedłużonej umowy. Szkoda. Mam tylko nadzieję, że w miarę szybko potem znajdę pracę. Denerwuje mnie tylko moja Mama. Ciągle jakieś rady ma dla mnie. A ja mam tego szczerze dość. To jest moja ciąża i Nasze Maleństwo a nie jej. Ja po prostu potrzebuję spokoju, wyciszenia ewentualnie snu a nie ciągłe słyszenia "Nie dźwigaj", "Nie podnoś tego", "Uważaj na schodach", "Chodź ostrożnie", "Oszczędzaj się", "Odpoczywaj", "A jak Ty sobie dasz radę, jak urodzisz jak Ty już się z niczym nie wyrabiasz?" albo "jak będziesz tak rzadko robiła pranie jak teraz to Dziecko nie będzie miało czystych ubranek". To wszystko z tego co mi się wydaje jest MOJA i NASZA sprawa a nie jej. Ona może POMÓC a nie się WTRĄCAĆ. Szczerze mówiąc to cieszę się, że już niedługo leci do Londynu. W końcu tam jest jej mąż i jej dom. Tu jest Nasz domek, Łukasza, mój i Maleństwa. Tak samo jest z miejscem, które zajmują jej rzeczy. Nie od razu ale z czasem jak Maleństwo będzie większe będzie miało swój pokoik, łóżeczko a i tak na ile znam życie i Ją wszytsko będzie bee. Mam nadzieję, że będą wszytsko sukcesywnie zabierać do Londynu bo przecież w Polsce nie chcą mieszkać. My sobie świetnie radzimy sami. Wiem, że będzie ciężko, czasem będę padała na nosek ale damy sobie radę bo mamy SIEBIE. Co powinnam zrobić aby Mama nie wtrącała się tak we wszytsko? Czy jestem za miękka? Czy to się nazywa toksyczny związek rodzice-dziecko? Boję się, że ja też taka będę,że moje Maleństwo też będzie mnie miało dość... I że Łukasz w końcu nie wytrzyma mojego marudzenia i trucia, zrób to a tamtego nie albo sprzątnij. Kochanie przepraszam za to ale ja czasem nie daję rady... Wiem, że Ty też jesteś często przemęczony i czasem za dużo od Ciebie wymagam... Ale i tak bardzo mocno Cię Kocham :*
poniedziałek, 29 września 2008
Koniec 8 tygodnia
To już koniec 8 tygodnia jak jesteśmy 2 w 1 :-) jestem taka szczęśliwa :-) Wszytsko się powolutku układa :-) Czuję się dobrze, nie mam mdłości, może jestem troszkę bardziej senna i zmęczona a najbardziej to mi się nic nie chce. Najchętniej położyłabym się i nic nie robiła :-) ale podobno jest to normalne :-) Od połowy tygodnia mój brzuszek urósł i spodnie te, w których chodziłam na codzień zaczęły mnie uwierać, więc kupiliśmy spodnie ciążowe i wreszcie nic mnie nie uwiera i nie ciśnie :-) a brzuszek wg mnie jak na koniec 8 tygodnia jest dość spory :-) Gdyby nie leukocyty w moczu byłoby świetnie a tak martwię się czemu tak jest i czy to minie. Lekarz mówi,że moje nerki muszą przyzwyczaić się do tego, muszą filtrować więcej moczu i dlatego te leukocyty. Zobaczymy. Jutro odbiorę posiew i już coś powinno być wiadomo. A teraz mam jeść i pić dużo kwaśnego i brać Urosept. Przez leukocyty miałam skurcze pęcherza i dostaję zastrzyki ale na szczęście dziś już ostatni. A bólów brzuszka już prawie nie ma a jak są to inne niż wcześniej. Teraz to taki ciągnący ból. Położna mówiła, że dlatego, że macica się powiększa to ten ciągnący ból może być. W pracy jeszcze nie mówiłam paniom dyrektor że jestem w ciąży. Jutro do nich zadzwonię i umówię się na rozmowę, ale wydaje mi się że pójdę na zwolnienie. Nie chcę narażać i siebie i Maleństwa na dodatkowy stres czy promieniowanie od komputera czy pola magnetycznego. Będąc w domku przynajmniej odpocznę, wyśpię się. To dopiero 8 tygodni a we mnie i w Łukaszu widać duże zmiany. Ja zaczęłam się cieplej ubierać, noszę dłuższe bluzki i już nie mam wiecznie gołego brzuszka czy pleców. Jak jest chłodno zakładam szalik czy cieplejszą kurteczkę. Piję dużo soków i zjadam tony owoców. A Łukasz głaszcze mnie brzuszku i mówi do Maleństwa, o tym , że bardzo Je Kocha, że jest Jego Tatą i nie tylko. Zawsze jak wracam do domku to najpierw wita się z Maleństwem całując mnie w brzuszek a dopiero ze mną :-) to jest takie słodkie :-)Kocham to Maleństwo, które jest we mnie całym serduszkiem :* i Kocham równie mocno Mojego Skarba :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)