czwartek, 29 stycznia 2009

Po USG

Dziś mieliśmy kontrolne USG żeby sprawdzić czy Maleństwo prawidłowo się rozwija. Pojechaliśmy na wyznaczoną godzinkę razem ale okazało się że lekarz miał jakąś operację w szpitalu i możemy albo zaczekać albo umówić się na inna godzinkę. Inny termin nie wchodził w grę ponieważ kontrolne USG miało być wykonane za 2 tygodnie. Tak więc umówiłam się na 14.50. Niestety bez Łukasza bo od 14 musiał być w pracy. Obydwoje bardzo żałujemy że nie mógł pójść ze mną i popatrzeć na Maleństwo. Podczas USG okazało się że dzidzia ładnie rośnie i dogoniła w czasie tych 2 tygodni wszystkie wymiary i wsztsko zgadza się z 27 tc. Dziś USG również było trudne do wykonania bo Maleństwo schowało główkę na moje biodro i tylko na samym początku można było zmierzyć obwód głowki, później lekarz chciał ponownie sprawdzić główkę ale już nie dało rady bo zza mojego biodra wystwał tylko nosek i usteczka :-) Już wiadomo czemu tak bardzo bolą mnie biodra i cała lewa noga oraz kręgosłup między biodrami :-) Więc dziś również zdjęć brak :-) Maleństwo ładnie się kręci i jest bardzo ruchliwe wg lekarza ponieaż cały czas pukało rączką albo nóżka z miejsce gdzie On jeździł głowicą :-) Na pytanie o zdjęcia lekarz powiedział że zrobimy je do bólu po porodzie bo Maleństwo woli się chować i trzeba Go szukać :-) A teraz na koniec najważniejsze: Maleństwo ładnie rozłożyło nóżki (leżało główką w dół) i lekarz powiedział że daje sobie obciąć głowę że Natanek to dziewczynka. Powiem szczerze że byłam w szoku :-) choć mnie od początku wydawało się że dzidzia będzie dziewczynką to jakoś od 13 tc przyzwyczaiłam sie do myśli że noszę w sobie synka a tu dziś taki szok. Na moje pytanie że na pierwszym USG lekarz powiedział że;"Coś dynda między nóżkami" usłyszłam, że u niego dwa razy w 13 tc coś dyndało między nóżkami i ma dwóch synów a u Nas widocznie była to łechtaczka :-) Łukasz jest w szoku, ponieważ przyzwyczaił się do myśli że bedzie miał Syna. Wyobrażał sobie jak będzie chodził z Nim na spacery, grał w piłkę, majsterkował przy aucie czy bawił się samochodzikami. jak zadzwoniłam do Niego żeby powiedzieć że to jednak dziewczynka głosik miał taki dziwny, zdziwiony. Mówi że się cieszy ale musi się przyzwyczaić do myśli że ma Córkę :-)  A ja cieszę się że Maleństwo niezależnie od płci jest zdrowe, urosło dość znacznie przez te 2 tygodnie i nie ma żadnych wad. Waży już ponad 1 kg :-) Moja Kruszynka :* Nie ważne czy będzie Synek czy Córka, ważne żeby było zdrowe :-) Mój malutki Skarbek w moim brzuszku :-) Kocham każdego Twoje kopniaczka i nawet ten ból bioder i kręgosłupa zniosę dla Ciebie :*

poniedziałek, 26 stycznia 2009

26.01.2009

Dawno mnie tu nie było :-) a wszystko to przez egzaminy, szkołę i zmiany w domku :-) Wreszcie urządzamy mieszkanko pod maluszka :-) Kupiliśmy jeszcze jedną komodę, 2 kupiliśmy jakoś na samym początku ciąży. Z powodu małej ilości wolnej przestrzeni zrezygnowaliśmy z materaca na rzecz kanapy. Śpi się owszem dobrze, Łukasz mówi że nawet się wyspał ale miejsca jakoś mało na tej kanapie :-) na materacu było 160 cm a teraz tylko 120 i ciężko się przyzwyczaić do mniejszej powierzchni spania. Kanapa już stoi, komody, które mieliśmy też, wystrój w akwarium zmieniony choć rybki od soboty pływają w wannie :-) Nowa  komoda prawie skręcona, Łukasz musi jeszcze szuflady przykręcić. A w pokoju zrobiło się nagle tyle wolnego miejsca :-) A właśnie co do komody to zdarzają się jeszcze mili ludzie :-) Jak pojechaliśmy kupić komodę to Pan sprzedawca nie dał Nam jej wziąć bo następnego dnia była o 100 zł tańsza. Pan powiedział że sam ma córeczkę i wie że takie Maleństwo to wydatek i że przydają się każde pieniądze. Powiedział też żebysmy przyjechali rano, na otwarcie bo takie komody jak My chcemy są tylko 3 :-) Miejsce na łóżeczko stoi na razie puste ale jakoś w marcu kupimy już pewnie łóżeczko a Tatuś znowu będzie miał co skręcać. Po zakończeniu egzaminów wybieramy sie też do Szkoły Rodzenia i pewnie zaczniemy robić pierwsze zakupy dla Natanka bo jak narazie nie mamy nic, no może 2 pary skarpetek taki malutkich :-) Ale porządki w domku powoli są, ustawiamy tak żeby wszystko się zmieściło i żeby się o nic nie obijać także jakieś przygotowania już się zaczynają. A Łukasz jest bardzo dzielny bo sam wszystko przestawia, skręca i porządkuje. Jestem z Niego ogromnie dumna bo bardzo się stara a wiem że nie jest do tego przyzwyczajony. Pomaga mi jak tylko może i już nie jest tak jak kiedyś że zawsze słyszłam "Później".  Teraz sam chce mi pomóc przysprzątaniu, nie daje nosić zakupów czy wyciągać się jak trzeba coś wstawić wysoko.

W czwartek idziemy na kontrolne USG. Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze i że Niunio będzie bardziej przyjaźnie do Nas nastawiony i pozwoli się pomierzyć i że dostaniemy zdjęcia :-) idziemy razem tak jak poprzednio więc Tatuś znowu zobaczy swojego Synka :-) Trzymajcie kciuki :-)

Mam za sobą już 4 egzaminy z 14 więc nie jest tak źle. Jeszcze tylko 10 :-) Mam też podany plan na semestr letni i powiem szczerze że się przeraziłam. Dużo zajęć, często do późna, do 18.30 najczęściej ale do 20 czy po 20 również. Bardzo przeraża mnie to że akurat na Nasz  termin porodu przypadają praktycznie ostatnie 4 zjazdy a więc na dobrą sprawę końcówka czyli zaliczenia i pierwsze egzaminy. Moja grupa obiecała przesyłać skany i notatki z zajęć. Może w sobotę uda mi się porozmawiać z dziekanem bo bardzo nie chce brać urlopu dziekańskiego, chcę wszystko pozaliczać z moją grupą. Zobaczymy też jak wykładowcy do tego podejdą i czy nie będą utrudniać np z powodu nieobecności czy innych niż grupa terminów zaliczeń. Ja wiem że dam radę, może nie w terminie jak to zwykle bywa ale nieco później np w lipcu czy coś pewnie zostanie mi na wrzesień czy początek października ale dam radę. Ale wiele też będzie zależało od podejścia dziekana i wykładowców a dwóch z nich to w przyszłym semestrze księża a ja jakoś za nimi nie przepadam...

Moje samopoczucie ogólnie jest dobre :-) mam spore problemy ze spaniem bo bolą mnie biodra i ciągle się wiercę bo jest mi nie wygodnie. Brzuszek coraz większy a mnie coraz mniej wygodnie spać w nocy. Drętwieją mi łydki, kręgosłup w nocy boli bardziej niż w dzień. Jeszcze wcześniej śpiąc na materacu rano czasem miałam problemy ze wstaniem właśnie z powodu bólu pleców. Teraz na kanapie jest nieco lepiej. Dodatkowo ciężko już mi wiązać buty. Bardzo współczuję ludziom z brzuszkami a co za tym idzie z nadwagą bo ciężko się zgiąć, zawiązać buty, obciąć paznokcie u stóp. W związku z tymi 10 kg więcej staram się nie jeść słodyczy, białego pieczywa. Zobaczymy jak tam waga teraz będzie szła choć podobno teraz przyrost wagi może być największy a pod koniec już praktycznie się nie tyje. No cóż mały słonik się ze mnie robi :-) Boję się że skóra na brzuchu po ciąży zostanie rozciągnięta i taka nie ładna, że się nie wchłonie. Smaruję ją oliwką bo podobno ma za zadanie uelasyczniać skórę ale czym potem smarować żeby skóra się wchłaniała a brzuszek robił płaski? Nowych rozstępów na razie brak :-) Może tak zostanie? Są tylko te z okresu dojrzewania. Oczywiście często panikuję że Mały za mało się rusza i oczywiście zadręczam tym Łukasza. Ale przecież każdy ma gorszy dzień albo woli poleniuchować. Natan pewnie też. W każdym razie rusza się, kopie i przeciąga się a ja wiem że On tam jest :-) i bardzo to lubię :-) Lubię też a wręcz uwielbiam jak Tatuś rozmawia z Synkiem jeszcze w Maminym brzuszku :-) To takie cudowne jak się z Nim wita i całuje mój brzuszek :-) Kocham Was moje Skarby :*

Powiem szczerze że nie wiem za bardzo ile i co powinno znaleźć się w wyprawce. Znalazłam kilka stron w internecie ale bardzo proszę Was o rady :-) chodzi mi zarówno o rzeczy dla dziecka jak i dla mnie :-)

Jak znajdę troszkę czasu o dodam aktualne zdjęcia :-)

czwartek, 15 stycznia 2009

Drugie USG || Co z tą Polską?

Dziś mieliśmy drugie genetyczne USG. Nasz Maluszek jak zwykle pokazał Nam jaki jest wstydliwy i odwrócił się do Nas i do Pana Doktora pleckami tak że wszyscy mogliśmy podziwiać Jego kręgosłupik :-) Całe USG trwało ok 30 min. Niestety z powodu złego ułożenia Maluszka nie można Go było dokładnie zmierzyć. Dodatkowo wyszły pewne rozbieżności w Jego wielkości bo wg USG długość ciąży waha się od 22 do 25 tygodni. Lekarz powiedział że może być to spowodowane Jego złym ułożeniem już podczas drugiego USG. Przez co mógł być źle zmierzony. W każdym razie długość ciąży wskazana przez suwaczek nie jest prawidłowa. Jesteśmy ok 2 tygodnie mniej 2 w 1. Zobaczyliśmy mózg Maluszka, posłuchaliśmy i pooglądaliśmy serduszko w Dopplerze i zobaczyliśmy to co dało się zobaczyć. Maluszek waży ok 680 g, czyli jak na te około 23 tygodnie ciąży jest spory. Niestety przez to ułożenie za 2 tygodnie jesteśmy umówieni na powtórne USG aby wszystko ponownie pomierzyć i sprawdzić czy te rozbieżności w pomiarach spowodowane są jak do tej pory złym ułożeniem czy coś się dzieje. Nie mamy żadnych zdjęć z dziś bo nie dało rady ich zrobić. Nawet nie mogliśmy pooglądać Niunia w 3/4d :-( Może za 2 tygodnie Nasz Wstydzioszek pokaże Nam to co powinien mieć dobrze zmierzone i dostaniemy wtedy nagranie i zdjęcia w 3/4d na płycie. Zobaczymy. Cieszę się bardzo że udało Nam się być obydwojgu na tym badaniu bo bardzo chciałam aby Łukasz też zobaczył Natanka jeszcze przed porodem. Może za 2 tygodnie też uda się Nam pójść razem. W badaniu ginekologicznym wszystko w porządku, możemy chodzić na ćwieczenia w Szkole Rodzenia. Z szyjką też się trochę uspokoiło. Jednak mogę odczuwać ból podczas sexu, ponieważ mam nisko ułożoną macicę od zawsze a teraz gdy Maluszek jest we mnie to na nią napiera więc boleć może. Na wadze przytyłam 10 kg od początku ciąży. Uważam że to sporo. No ale Mały wagowo też hest spory. Moim marzeniem było przytyć ok 12 kg w ciągu całej ciąży żeby potem szybko to zrzucić i wrócić do swojej wagi a tu zostały jeszcze 4 miesiące. Eh czego sie nie robi dla tej malutkiej Kruszynki w moikm brzuszku :-) ale postaram się nie pochłaniać takiej ilości słodyczy bo to pewnie przez to tak tyję. Będę jadła wartościowe rzeczy a nie puste kalorie i zobaczymy ile jeszcze przytyję do końca ciąży :-)
***
Jestem zła trochę na rosnące ceny i nie mam na myśli tylko cen w sklepach. Jeszcze miesiąc temu gdy byłam u ginekolga wizyta kosztowała 70 zł a dziś już 90. I za co? Za to że ginekolog przez 5 minut porozmawia z pacjentką, sprawdzi czy wszytsko jest ok i koniec? To ile trwa taka wizyta? 10 minut? To i tak długo. Czasem jak czekam na poczekalni mam wrażenie że wszytsko idzie na ilość a nie na jakość. Tyle mówi się o lepszej opiece kobiet w ciąży i chyba tylko na mówieniu się kończy. Bo dostać się do ginekologa na Fundusz graniczy praktycznie z cudem. Chcąc zapisać się w 7 tc powiedziano mi że najbliższe terminy są na styczeń albo jak coś się zwolni to ewentualnie może grudzień. Przecież to się w głowie nie mieści. Za USG genetyczne zapłaciliśmy dziś 250 zł gdzie jeszcze pod koniec października płaciliśmy 200 zł i widziałam Maluszka w 3/4d i dostałam płytę ze zdjęciami i filmem. Teraz niby było więcej pomiarów ale to podobno 3/4d jest tak drogie więc czemu? Bo są ogólne podwyżki i ktoś musi zarobić na rachunki pana Doktora? Coraz poważniej zaczynam się zastanawiać nad zmianą lekarza na tego, który wykonuje Nam USG. Też trzeba będzie płacić ale przynajmniej pracuje w tym szpitalu w którym chcemy rodzić. I co z tego że z tytułu urodzenia dziecka kobiecie należy się 1000 zł becikowego jak rzeczy dal Maleństwa trzeba kupić wcześniej. Zresztą ten 1000 zł to kropla w morzu potrzeb zakupowych dla noworodka. Owszem można kupić rzeczy używane takie jak wózek, łóżeczko i wiele innych ale ceny w komiasach są takie same jak nowych na allegro, więc czy jest sens? Dodatko wkurza mnie cały ten bezsensowny system. W listopadzie dostaliśmy powyżkę czynszu a w grudniu drugą bo przecież ceny ogrzewania wzrosły. Tylko nikt nie bierze pod uwagę tego że ogrzewanie w Płocku jest skutkiem ubocznym tego że jest Orlen. I za co my, mieszkańcy mamy płacić? Za to że Orlen i tak produkuje paliwa i ropę? O innych podwyżkach nawet nie chce mi się myśleć. Wystarczy zresztą wejść do sklepu. Zwykły chleb w osiedlowym sklepiku kosztuje 1,85 zł gdzie taki sam w nieco większym sklepie można kupić za 1,30 zł. O cenach żywnosci nawet nie ma co wspominac bo te każdy zna. Co się dzieje z Naszym krajem, z Polską? Rząd za 3 lata chce wprowadzić Euro i twierdzi że te podwyżki muszą być abyśmy przyzwyczaili się do cen europejskich. Ale czy ktoś zapytał Nas Polaków czy My chcemy Euro? Nie bo po co. Przecież tak była zawarta umowa pomiędzy Polską a UE więc Euro musi być czy tego chcemy czy nie. Tyle też mówi się o dobrym wykształceniu Polaków. Ale co z tego że wydają oni mnóstwo pieniędzy na naukę, bo kogo w obecnych czasach stać na to aby się uczyć dziennie i pozbawiać się źródła dochodu, jak i tak po zdobyciu wykształcenia nie znajdą pracy w swoim zawodzie. Ja na przykład mogę pomarzyć o pracy nauczycielki geografii bo nie mam na to szans. Zresztą w moim mieście jest dośc duże ukryte bezrobocie i o pracę ciężko. Jestem przerażona jak to będzie jak będę chciała pójśc do pracy jak Natanek będzie nieco większy... Tak więc ceny i opłaty rosną dość szybko tylko dlaczego tak szybko nie rosną pensje? Czy w Polsce nie da się w sposób uczciwy zarobić? Czy trzeba kraść aby mieć pieniądze? Ja rozumiem że życie jest sztuką wyborów ale czemu często ludzie pracujący za najniższą krajową muszą wybierać czy wolą kupić jedzenie czy np. nowe buty dla dziecka bo z poprzednich wyrosło? Jest to przykre, nawet bardzo. Ale przecież tyle się słyszy od Rządu że jest lepiej i będzie jeszcze lepiej i gdzie to jest? Bo ja tego nie widzę. UE miała tyle zmienić, potem nowy Rząd czy Prezydent a zmiany są owszem na gorsze. Może rzeczywiście lepiej uciekać z tego chorego kraju? Tylk co ja na to poradzę że kocham Polskę i bardzo chciałabym abyśmy to tu zostali, pracowali za normalne, godne wynagrodzenia a Natan i kiedyś w przyszłości Jego rodzeństwo dorastali w kraju swoich przodków. Czy uda Nam się to? Zobaczymy ale powiem szczerze że jesteśmy coraz bardziej zdesperowani.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

12.01.2009

Pomimo braku chęci i jakiejś większej mobilizacji wzięłam się w końcu o nauki i tak wszytsko już mam narysowane, angielski nauczony, osadnictwo w trakcie i meteorologia czeka na swoją kolej :-) Jakoś pomogły mi w tym słowa Łukasza że to zawsze ja Jemu mówiłam że nie potrafi sobie zorganizować czasu i ciągle wszytsko odkłada przez co z niczym się nie wyrabia a teraz ja robię tak samo. Pomogło i we wtorek w zeszłym tygodniu zaczęłam coś robić :-) i są już efekty :-)

W piątek poszłam na zakupy, niby blisko i tylko po kilka rzeczy ale troszkę się tego nazbierało i jak to wszystko spakowałam to okazało się że są to 2 dość ciężkie torby. Przyniosłam wszystko do domku i tak rozbolał mnie brzuszek że już nic więcej nie zrobiłam. Leżałam i czytałam angielski ewentualnie coś tam oglądałam. Myślałam że to może skurcze bo bolało w jakiś odstępach czasu i nawet Łukasz miał jechać kupić no spę ale postanowiliśmy jeszcze troszkę poczekać. Obiadek podgrzał Łukasz, co sprawiło że jestem w Niego ogromnie dumna bo zazwyczaj nie chce przygotowywać jedzonka no chyba że razem robimy pizzę czy zapiekanki to wtedy kroi razem ze mną :-) A ja przeleżałam cały dzień.

W sobotę już nie bolało. Myślę że nadciągnęłam lub nadwerężyłam sobie jakis mięsień tymi zakupami. W sobotę Kociak posprzątał cały domek i tylko raz mieliśmy spięcie na tym punkcie tzn mnie cos tam nie pasowało a Łukasz mówił że On to zrobił dobrze :-) Pominę fakt że zeszło Mu się z tym cały dzień :-) Po woli przygotowujemy się też na przyjęcie Niunia w domku więc robimy co możemy aby było więcej miejsca :-) Także Kociak rozkręcił stoliki aby było miejsce na komódkę lub łóżeczko :-) Musimy jeszcze tylko znaleźć miejsce na dość dużego misia, który na tych stolikach siedział :-) Miś był prezentem na Gwiazdkę 2007 :-) Niestety miejsca brak i na razie miś siedzi na łóżku w drugim pokoju ale pewnie w czasem będziemy musieli spakować go w worek i znieść do piwnicy a później jak Natanek będzie większy to On będzie bawił się misiem :-)

Wczoraj był XVII finał WOŚP i My oczywiście również poszliśmy coś wrzucić do puszki. Obydwoje jak najbardziej popieramy Jurka Owsiaka i to że udało mu się zorganizować akcję zbiórki pieniędzy na chore dzieci pomimo tylu sprzeciwów z różnych stron i zawsze wpłacamy pieniążki na WOŚP. Obejrzeliśmy Światełko do nieba i wróciliśmy do domku.

Światełko do nieba
  

 

 WOŚP
  

 

My w domku 25 tc (11.01.2009)
 

 

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Ostatnie dni

30 grudnia 2008 Natanek przestraszył Nas bardzo. Zazwyczaj od rana nie jest zbyt ruchliwy, zaczyna łobuzować dopiero po południu, jak Tata :-) od rana raczej odpoczywa i dopiero po południu czuję pierwsze kopniaki. Jednak dzień przed Sylwestrem było inaczej. Nie czułam w ogóle ruchów Natana. Czekałam cały dzień ale ruchów nie było. Wieczorem, po 22 postanowiliśmy pojechać do szpitala i sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Na początku położna powiedziała że mogę nie czuć codziennie ruchów bo dziecko jest jeszcze małe, więc powiedziałam jej że czuję ruchy codziennie od 3 tygodni. Postanowiła podłączyć mnie do ktg ale tam też w ciągu 20 minut nie mogła znaleźć Jego tętna. Cały czas jeśli już coś znajdowała było to moje tętno. Wezwała więc lekarza. Jak się okazało dyżur miał lekarz, który robił Nam pierwsze USG w 13 tc i do którego jesteśmy umówieni na 15.01.2009. Jest specjalistą od USG genetycznego i echa serca płodu. Położyłam się, lekarz przyłożył głowicę do mojego brzucha i okazało się że Maly ma czkawkę :-) Wszystko było w porządku, tzn. Natan się ruszał, machał rączkami i nóżkami, serduszko biło prawidłowo tylko ja nie czułam jego ruchów. Nie wiadomo było dlaczego. Lekarz powiedział że jeśli długo nie czuje się ruchów to może świadczyć o tym że Maleństwo jest leniwe. Pobujał brzuchem i pokazał jak to robić, tak w razie czego na przyszłość. Po pobujaniu zobaczyłam na monitorze jak ta maleńka nóżka kopie i prawie w tym samym momemncie to poczułam. Jednak gdybym następnego dnia dalej nie czuła ruchów to mam się zgłosić do szpitala. Na USG lekarz kolejny raz potwierdził płeć :-) Po powrocie do domku, jak rozmawialiśmy z Łukaszem Niunio zaczął bardziej kopać :-) Widocznie brakowało Mu Taty bo wtedy akurat było taki dzień że Łukasz miał dużo spraw do pozałatwiania na mieście a ja byłam sama w domku. Mały kopał długo w nocy :-) oczywiście słysząc Tatusia :-) Strach minął ale powiem szczerze że bardzo się bałam, zresztą obydwoje bardzo się baliśmy o Nasze Maleńkie Szczęście.

W Sylwestra jakoś nie szczególnie odczuliśmy że kończy się Stary Rok a zaczyna Nowy. Od rana pojechaliśmy na jakieś tam małe zakupy, posprzątaliśmy wspólnie domek, tzn ja tylko kuchnię, resztę Łukasz :-) wieczorkiem jako że ja nie mogę pić alkoholu, Misio pojechał po karmi i jakieś słodycze, które mogłabym jeść kilogramami w ciąży :-) a to podobno na dziewczynkę ma się ochotę na słodkie. Wszedł do sklepu dosłownie 15 minut przed zamknięciem. Jak wrócił zamówiliśmy sobie pizzę :-) a co Nam też wolno czasem zaszaleć :-) później wzięłam prysznic a Kociak przygotował jedzonko i kieliszki do karmi :-) włączyliśmy tv i leżeliśmy tak pierwszy raz we trójkę z tego ja 2 w 1 :-) było inaczej niż w zeszłym roku ale było tak cudownie leżeć razem, przytulając się :-) Złożyliśmy sobie życzenia, popijając karmi :-) krótko po północy położyliśmy się do łóżka oglądając "Epokę lodowcową 2". Kociak zasnął na wstępie :-) a ja niedługo później.

W Nowy Rok czułam się jak w niedzielę a nie w święto. Zrobiłam pranie, próbowałam się trochę pouczyć przysypiając nad nauką, zrobiłam pranie i obiadek a wieczorem poszliśmy do kina. Mamy jeszcze tylko trochę ponad 3 miesiące żeby wyjść gdzieś razem, potem długo nie będziemy mogli wyjść gdzieś sami a teraz możemy nacieszyć się sobą :-) W kinie oglądaliśmy "Madagaskar 2". Bajka świetna :-) Podobała się Nam obydwojgu, Natankowi pewnie też bo kopał Mamusię na bajce :-) Było tak fajnie i pomimo że nie była to jakaś romantyczna komedia to My i tak siedzieliśmy przytuleni :-) Niestety po bajce byliśmy rozczarowani organizacją kina. Kino znajduje się w Galerii na 3 piętrze. W kinie nie znaleźliśmy łazienki więc chcieliśmy zejśc na niższy poziom ale tam pani sprzątaczka na Nas nakrzyczyła że Galeria jest zamknięta i tylko windą można dostać się na dół. Wróciliśmy się na górę. Czynne były 2 windy. Jednak ludzi było sporo więc trzeba było się naczekać żeby do owej windy się dostać. Jak już udało Nam się dotrzeć do auta postanowiliśmy pojechać nad Wisłę, w takie tylko Nasze miejsce :-) z którym wiąże się dużo Naszych wspomnień, to w końcu tam dostałam kwiatka i postanowiliśy być razem :-) Popatrzyliśmy trochę na wodę, posluchaliśmy muzyki, poprzytulaliśmy się w autku bo było zbyt zimno aby wychodzić na zewnątrz i wróciliśmy do domku.

W piątek w związku ze śniegiem i mrozem musieliśmy kupić dużą i nie zbyt piękną aczkolwiek praktyczną kurtkę. Zmieszczę się w nią nawet w 9 miesiącu ciąży  bo w swoje już ledwo się zapinam i są w dodatku krótkie a w takiech Natanek mógłby zmarznąć. Mam co prawda płaszczyk czarny, który pożyczyliśmy od siostry Łukasza ale on może przemięknąć podczas dużych opadów i w dodatku zmarzałabym w nim. Tak więc z zakupu jestem zadowolona ze względu na Niunia a ze względu na to jaki jest wielki i jak okropnie się w nim czuję już nie :-) Ale to wszytsko dla Naszego Synka :-) który właśnie kopie Mamusię.

W weekend miałam szkołę. Niestety teraz nie na żarty zaczynają się egzaminy. Już za 2 tygodnie. I do 07.02 wyjdzie tak że co tydzień będę w szkole. Muszę przyłożyć się do nauki bo jest tego sporo. No ale w zeszłym roku dałam radę pracując i mając dużo mniej czasu na naukę to w tym tym bardziej dam radę w końcu jestem prawie cały czas w domu to mogę się uczyć do bólu :-) Tylko dużych ilości kawki brak. Piję jedną dziennie i to tą z cykorią żeby Maluszkowi nie zaszkodzić :-) Kociak już prawie po egzaminach, zostały Mu jeszcze 2 i koniec a ja będę się męczyć :-) Jestem z Niego bardzo dumna, że wszystko zaliczył za pierwszym razem. Kochnie wielka buźka dla Ciebie za to :*

W związku z tym że ostatnio nie czułam się kobieco dostałam kwiatka :-), różyczkę różową :-) piękną po prostu i daną ze szczerego serduszka bo rozwinęła się calutka i stała dość długo :-) Dziękuję Skarbie :*

Pod ostatnią notatką dziewczyny pocieszają mnie, że ładnie wyglądam i że na pewno dam sobie radę :-) Dziękuję Wam za to :-) jest to bardzo miłe i wiecie co, wierzę w to. Jakoś tak pozytywne nastawienie do życia mam ostatnio. Dzięki za słowa otuchy i wsparcie :-)


A oto My w wersji 2 w 1 czyli Natanek w Maminym brzuszku :-)
24 tc 1 dzień (04.01.2009)