wtorek, 28 października 2008

Trochę wspomnień :) || To już 2 latka

Niedawno minęły 2 latka jak jesteśmy razem i chyba z tego powodu wzięło mnie na wspomnienia :-) Poznaliśmy się we wrześniu 2006 na jednym z portali internetowych. Pisaliśmy do siebie początkowo tylko na tym portalu, później również na gadu :-) tak najczęściej mijały Nam wieczory. Później wymieniliśmy się numerami telefonów :-) tak zaczęły się pierwsze niewinne rozmowy i całe mnóstwo smsów :-) Łukasz był wtedy smutny po rozstaniu ze swoją poprzednią dziewczynom a ja cały czas albo wciąż byłam sama. Pierwszy raz spotkaliśmy się w październiku 2006. Łukasz przyszedł wcześniej a ja jak zwykle się spóźniłam :-) dostałam wtedy różę herbacianą i buziaka w policzek na przywitanie :-) Mieliśmy oglądać "Tylko mnie kochaj" ale przegadaliśmy cały film :-) czas spędzony razem minął bardzo szybko :-) Wtedy pierwszy raz tak niewinnie przytuliłam się do Łukasza :-) Kociak odprowadził mnie do domku a później cały wieczór pisaliśmy do siebie. Tydzień później 15.10.2006 Łukasz zabrał mnie nad Wisłę w teraz już takie tylko Nasze miejsce i wręczając mi róże, tym razem już czerwoną zapytał czy spróbujemy być razem :-) od tego dnia oficjalnie JA i ON tworzymy słowo MY :-) Początkowo miał to być niezobowiązujący związek jednak zaczęliśmy spotykać się praktycznie codziennie. Ja codziennie rano budziłam Łukasza miłym smsem :-) a on takim smsem mówił mi dobranoc :-) Czas powoli mijał a My coraz lepiej poznawaliśmy siebie :-) Z każdym dniem stawaliśmy się sobie coraz bliżsi :-) Pamiętam doskonale pierwszy spacer, pocałunek, pierwsze "Kocham Cię", pierwszy sex... Mnie z każdym dniem coraz bardziej zależało na Łukaszu i z każdym dniem coraz mocniej Go Kochałam. Niestety bywały też smutne chwile, gdy moja mama cały czas mówiła, że ja niedługo wyjadę z Nimi z Polski. Wtedy najbardziej cierpiał Łukasz bo ja wiedziałam, że miłość w życiu jest najważniejsza a reszta jakoś się ułoży. Mówiłam Mu o tym, że ja bez Niego nigdzie nie wyjadę bo Kocham Go całym serduszkiem ale Misiek i tak się smucił. Myślę, że w głębi serca bał się, że mnie straci. Pamiętam Nasze pierwsze Boże Narodzenie i prezent jako dostałam :-) różową koszulkę nocną :) a zaraz po świętach znowu smutne dni. Podczas jazdy na łyżwach upadłam i okazało się, że będę miała operację. Ja byłam spokojna ale Łukasz bardzo to przeżywał, bał się za mnie i za siebie. W dzień operacji po całej nocy spędzonej w pracy zawiózł mnie do szpitala i był cały czas blisko :-) Karmił mnie gdy nie mogłam wstać, ubierał i mył ;-) po prostu był blisko gdy tak bardzo tego potrzebowałam. Wtedy chyba moja mama zaczęła powoli rozumieć, że ja zostanę i nie wyjadę z Nimi bo tu w Polsce, razem z Łukaszem jestem tak na prawdę szczęśliwa. Zaczęły się przygotowania do sprzedaży domu w którym kiedyś mieszkałam. Ja z powodu rekonwalescencji po operacji nie mogłam pomóc i wszystko za mnie robił Łukasz. Potem była przeprowadzka do mieszkania w którym mieszkamy obecnie. Pierwsze poważne kłótnie. Zdecydowaliśmy ze wyjedziemy razem na 3 miesiące do Londynu. 11 maja 2007 w moje urodzinki Łukasz oświadczył mi się :-) dostałam pierścionek w róży a wszystko odbyło się na zamku :-) nigdy tego nie zapomnę :-) I tam chyba tak na prawdę poznaliśmy prawdziwe życie, gdzie trzeba martwić się o wszystko i myśleć o wszystkim a nie tylko gdzie można wyjść wieczorem. Spędziliśmy tam 3 miesiące. Było lepiej i gorzej. Wesoło i sielanko ale też czasem smutno. Potem powrót do Polski. Nasza pierwsza rocznica :-) kupiliśmy sobie obrączki :-) Koniec mieszkania razem i znowu tęsknota za wspólnymi wieczorami i nocami... Później wyjazd mojej mamy na stałe do UK i wreszcie spokój od jej trucia. Odpoczynek psychiczny. W między czasie odstawienie tabletek :-) Starania o Maleństwo? Raczej będzie co ma być :-) Nasze pierwsze tak na prawdę wspólne Święta :-) Pierwsza wspólnie ubrana choinka i wspólnie zawieszona jemioła :-) Później życie zaczęło płynąć z dnia na dzień. Na wiosnę tego roku zamieszkaliśmy razem :-) I znowu wspólne noce i poranki :-) Wspólne obiady i kolacje :-) Na pewno było też mnóstwo kłótni ale o błahostki :-) I wreszcie koniec sierpnia i brak okresu :-) Czy to ciąża? E tam nie możliwe :-) Test zrobiony w domku i obudzenie Łukasza "Skarbie będziesz Tatą :-)" Wizyta u lekarza i potwierdzenie, że to już 5 tydzień :-) Od 5 września Maleństwo oficjalnie istnieje na papierze :-) a My oficjalnie wiemy, że jest Nas już troje a nie dwoje :-) później jeszcze choroba Skarba i Łukaszek w szpitalu. Mój strach o Niego. Ale wszystko skończyło się dobrze :) Kociak w domku. I w końcu 15 październik 2008 to już 2 latka razem ale już we trójkę :-) z czego jedna 2w1 :)

  

poniedziałek, 13 października 2008

A przecież tak bardzo Kocham...

Kolejna kłótnia, kolejne pretensje... Znowu usłyszałam, że jestem okropna bo na nic Mu nie pozwalam, że koledzy to kupują sobie auta a On nawet nie może wymienić akwarium na większe bo wg mnie w tej chwili nie jest Nas na to stać. Że zawsze Mu wszytskiego zabraniam bo boję się otworzyć własnego sklepu teraz gdy i tak mamy duże wydatki. Tak wiem że jestem okropna bo zawsze się o wszytsko czepiam, że nie wziął talerzyka do kanapki, że chodzi w butach po domu. Wiem to ja jestem ta zła i niech tak zostanie. Przyzwyczaiłam się już. To On zawsze ze wszytskiego rezygnuje, ze swoich marzeń itd. Owszem ale ja też nie mogę sobie niczego kupić... No ale ja przynajmniej mam szkołę, która razem z dojazdami pochłania całą moją wypłatę... A uczę się zaocznie bo chciałam być bliżej Łukasza a w Płocku nie ma geografii a turystyka dopiero od tego roku. Czasem mam wrażenie, że Nasza sinusoida jest poniżej linii krytycznej i że jeśli nie przestaniemy się kłócić to ciężko będzie Nam dojść do porozumienia no ale to ja nie umiem ustąpić i pójść na kompromis. I w dodatku nawet teraz się czepiam gdy Łukasz wyszedł ze szpitala i jest chory. Wiem, że jestem okropna, zła i w ogóle Zołza ale przecież tak bardzo Go Kocham... Gdzie podziały się te 2 zakochane w sobie osóbki, które 2 lata temu postanowiły spróbować być razem? Czy po tym jak spadły różowe okulary może być tylko gorzej? No ale przecież czasem jest dobrze, np dziś rano kiedy ja śmiałam się jak kiedyś i miało być tak cudownie i było przez kilka godzin... Albo jak przyjeżdżałam do szpitala i tak bardzo się o Niego martwiłam...  Bo przecież Łukasz i  Maleństwo do dwie najważniejsze dla mnie osóbki... Jest mi źle, cholernie źle...

środa, 8 października 2008

Źle psychicznie

Czuję się źle ale nie fizycznie tylko psychicznie :-( cały czas siedzę w domku. Brakuje mi pracy, rozmowy z drugą osobą ;-( Łukasz jest w pracy 8 godzin a jak wraca to jest tak zmęczony, że zasypia a ja dalej jestem sama. Czuję się brzydka, nie kobieca. Nie mogę ubrać się sexownie bo nie mieszczę się w spódniczki ani w normalnie, nie ciążowe ubrania. Nie mam tyle siły żeby się przez cały dzień czymś zająć. Nie daję rady sprzątnąć domku na raz tylko albo z przerwami albo z czyjąś pomocą. To nie jest tak, że nie cieszę się z Maleństwa bo bardzo Je Kocham i ogromnie cieszę się, że Dzidziuś jest we mnie tylko sama jakoś nie daję sobie rady. I nie tyle chodzi mi o pomoc fizyczną co psychiczną. Bardzo chciałabym gdzieś wyjść, nawet na głupi spacer ale nie sama tylko z Łukaszem ale kiedy? Ciągle tylko słyszę od różnych osób, że przyzwyczaję się do siedzenia w domu, tylko, że ja wcale nie chcę się do tego przyzwyczajać. Gdyby nie to, że w pracy jestem narażona na promieniowanie wolałabym tam być przez 8 godzin. Przynajmniej miałabym z kim porozmawiać czy do kogo się odezwać. W dodatku dobija mnie to, że pewnie przez jakiś czas po porodzie nie znajdę pracy a ja jeśli z Maleństwem będzie wszystko dobrze chciałabym dość szybko wrócić do pracy. Czuję się jak kura domowa a nie kobieta, obiekt westchnień, pożądania swojego Mężczyzny. W dodatku cały czas słyszę "dobre rady" mojej Mamy, których mam serdecznie dość. Wczoraj powiedziała mi, że jeśli będę dalej taka nerwowa to Maleństwo będzie po porodzie cały czas płakało i marudziło. Oczywiście standardowo słyszę, że ja to nie powinnam nic robić tylko leżeć i odpoczywać tak jak ona w ciąży. Tylko nie bierze tego pod uwagę, że ja już dostaję szału nic nie robiąc i że z moją ciążą jest wszystko dobrze. Cieszę się, że już jutro leci do Londynu przynajmniej od Niej odpocznę.