poniedziałek, 12 stycznia 2009

12.01.2009

Pomimo braku chęci i jakiejś większej mobilizacji wzięłam się w końcu o nauki i tak wszytsko już mam narysowane, angielski nauczony, osadnictwo w trakcie i meteorologia czeka na swoją kolej :-) Jakoś pomogły mi w tym słowa Łukasza że to zawsze ja Jemu mówiłam że nie potrafi sobie zorganizować czasu i ciągle wszytsko odkłada przez co z niczym się nie wyrabia a teraz ja robię tak samo. Pomogło i we wtorek w zeszłym tygodniu zaczęłam coś robić :-) i są już efekty :-)

W piątek poszłam na zakupy, niby blisko i tylko po kilka rzeczy ale troszkę się tego nazbierało i jak to wszystko spakowałam to okazało się że są to 2 dość ciężkie torby. Przyniosłam wszystko do domku i tak rozbolał mnie brzuszek że już nic więcej nie zrobiłam. Leżałam i czytałam angielski ewentualnie coś tam oglądałam. Myślałam że to może skurcze bo bolało w jakiś odstępach czasu i nawet Łukasz miał jechać kupić no spę ale postanowiliśmy jeszcze troszkę poczekać. Obiadek podgrzał Łukasz, co sprawiło że jestem w Niego ogromnie dumna bo zazwyczaj nie chce przygotowywać jedzonka no chyba że razem robimy pizzę czy zapiekanki to wtedy kroi razem ze mną :-) A ja przeleżałam cały dzień.

W sobotę już nie bolało. Myślę że nadciągnęłam lub nadwerężyłam sobie jakis mięsień tymi zakupami. W sobotę Kociak posprzątał cały domek i tylko raz mieliśmy spięcie na tym punkcie tzn mnie cos tam nie pasowało a Łukasz mówił że On to zrobił dobrze :-) Pominę fakt że zeszło Mu się z tym cały dzień :-) Po woli przygotowujemy się też na przyjęcie Niunia w domku więc robimy co możemy aby było więcej miejsca :-) Także Kociak rozkręcił stoliki aby było miejsce na komódkę lub łóżeczko :-) Musimy jeszcze tylko znaleźć miejsce na dość dużego misia, który na tych stolikach siedział :-) Miś był prezentem na Gwiazdkę 2007 :-) Niestety miejsca brak i na razie miś siedzi na łóżku w drugim pokoju ale pewnie w czasem będziemy musieli spakować go w worek i znieść do piwnicy a później jak Natanek będzie większy to On będzie bawił się misiem :-)

Wczoraj był XVII finał WOŚP i My oczywiście również poszliśmy coś wrzucić do puszki. Obydwoje jak najbardziej popieramy Jurka Owsiaka i to że udało mu się zorganizować akcję zbiórki pieniędzy na chore dzieci pomimo tylu sprzeciwów z różnych stron i zawsze wpłacamy pieniążki na WOŚP. Obejrzeliśmy Światełko do nieba i wróciliśmy do domku.

Światełko do nieba
  

 

 WOŚP
  

 

My w domku 25 tc (11.01.2009)
 

 

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Ostatnie dni

30 grudnia 2008 Natanek przestraszył Nas bardzo. Zazwyczaj od rana nie jest zbyt ruchliwy, zaczyna łobuzować dopiero po południu, jak Tata :-) od rana raczej odpoczywa i dopiero po południu czuję pierwsze kopniaki. Jednak dzień przed Sylwestrem było inaczej. Nie czułam w ogóle ruchów Natana. Czekałam cały dzień ale ruchów nie było. Wieczorem, po 22 postanowiliśmy pojechać do szpitala i sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Na początku położna powiedziała że mogę nie czuć codziennie ruchów bo dziecko jest jeszcze małe, więc powiedziałam jej że czuję ruchy codziennie od 3 tygodni. Postanowiła podłączyć mnie do ktg ale tam też w ciągu 20 minut nie mogła znaleźć Jego tętna. Cały czas jeśli już coś znajdowała było to moje tętno. Wezwała więc lekarza. Jak się okazało dyżur miał lekarz, który robił Nam pierwsze USG w 13 tc i do którego jesteśmy umówieni na 15.01.2009. Jest specjalistą od USG genetycznego i echa serca płodu. Położyłam się, lekarz przyłożył głowicę do mojego brzucha i okazało się że Maly ma czkawkę :-) Wszystko było w porządku, tzn. Natan się ruszał, machał rączkami i nóżkami, serduszko biło prawidłowo tylko ja nie czułam jego ruchów. Nie wiadomo było dlaczego. Lekarz powiedział że jeśli długo nie czuje się ruchów to może świadczyć o tym że Maleństwo jest leniwe. Pobujał brzuchem i pokazał jak to robić, tak w razie czego na przyszłość. Po pobujaniu zobaczyłam na monitorze jak ta maleńka nóżka kopie i prawie w tym samym momemncie to poczułam. Jednak gdybym następnego dnia dalej nie czuła ruchów to mam się zgłosić do szpitala. Na USG lekarz kolejny raz potwierdził płeć :-) Po powrocie do domku, jak rozmawialiśmy z Łukaszem Niunio zaczął bardziej kopać :-) Widocznie brakowało Mu Taty bo wtedy akurat było taki dzień że Łukasz miał dużo spraw do pozałatwiania na mieście a ja byłam sama w domku. Mały kopał długo w nocy :-) oczywiście słysząc Tatusia :-) Strach minął ale powiem szczerze że bardzo się bałam, zresztą obydwoje bardzo się baliśmy o Nasze Maleńkie Szczęście.

W Sylwestra jakoś nie szczególnie odczuliśmy że kończy się Stary Rok a zaczyna Nowy. Od rana pojechaliśmy na jakieś tam małe zakupy, posprzątaliśmy wspólnie domek, tzn ja tylko kuchnię, resztę Łukasz :-) wieczorkiem jako że ja nie mogę pić alkoholu, Misio pojechał po karmi i jakieś słodycze, które mogłabym jeść kilogramami w ciąży :-) a to podobno na dziewczynkę ma się ochotę na słodkie. Wszedł do sklepu dosłownie 15 minut przed zamknięciem. Jak wrócił zamówiliśmy sobie pizzę :-) a co Nam też wolno czasem zaszaleć :-) później wzięłam prysznic a Kociak przygotował jedzonko i kieliszki do karmi :-) włączyliśmy tv i leżeliśmy tak pierwszy raz we trójkę z tego ja 2 w 1 :-) było inaczej niż w zeszłym roku ale było tak cudownie leżeć razem, przytulając się :-) Złożyliśmy sobie życzenia, popijając karmi :-) krótko po północy położyliśmy się do łóżka oglądając "Epokę lodowcową 2". Kociak zasnął na wstępie :-) a ja niedługo później.

W Nowy Rok czułam się jak w niedzielę a nie w święto. Zrobiłam pranie, próbowałam się trochę pouczyć przysypiając nad nauką, zrobiłam pranie i obiadek a wieczorem poszliśmy do kina. Mamy jeszcze tylko trochę ponad 3 miesiące żeby wyjść gdzieś razem, potem długo nie będziemy mogli wyjść gdzieś sami a teraz możemy nacieszyć się sobą :-) W kinie oglądaliśmy "Madagaskar 2". Bajka świetna :-) Podobała się Nam obydwojgu, Natankowi pewnie też bo kopał Mamusię na bajce :-) Było tak fajnie i pomimo że nie była to jakaś romantyczna komedia to My i tak siedzieliśmy przytuleni :-) Niestety po bajce byliśmy rozczarowani organizacją kina. Kino znajduje się w Galerii na 3 piętrze. W kinie nie znaleźliśmy łazienki więc chcieliśmy zejśc na niższy poziom ale tam pani sprzątaczka na Nas nakrzyczyła że Galeria jest zamknięta i tylko windą można dostać się na dół. Wróciliśmy się na górę. Czynne były 2 windy. Jednak ludzi było sporo więc trzeba było się naczekać żeby do owej windy się dostać. Jak już udało Nam się dotrzeć do auta postanowiliśmy pojechać nad Wisłę, w takie tylko Nasze miejsce :-) z którym wiąże się dużo Naszych wspomnień, to w końcu tam dostałam kwiatka i postanowiliśy być razem :-) Popatrzyliśmy trochę na wodę, posluchaliśmy muzyki, poprzytulaliśmy się w autku bo było zbyt zimno aby wychodzić na zewnątrz i wróciliśmy do domku.

W piątek w związku ze śniegiem i mrozem musieliśmy kupić dużą i nie zbyt piękną aczkolwiek praktyczną kurtkę. Zmieszczę się w nią nawet w 9 miesiącu ciąży  bo w swoje już ledwo się zapinam i są w dodatku krótkie a w takiech Natanek mógłby zmarznąć. Mam co prawda płaszczyk czarny, który pożyczyliśmy od siostry Łukasza ale on może przemięknąć podczas dużych opadów i w dodatku zmarzałabym w nim. Tak więc z zakupu jestem zadowolona ze względu na Niunia a ze względu na to jaki jest wielki i jak okropnie się w nim czuję już nie :-) Ale to wszytsko dla Naszego Synka :-) który właśnie kopie Mamusię.

W weekend miałam szkołę. Niestety teraz nie na żarty zaczynają się egzaminy. Już za 2 tygodnie. I do 07.02 wyjdzie tak że co tydzień będę w szkole. Muszę przyłożyć się do nauki bo jest tego sporo. No ale w zeszłym roku dałam radę pracując i mając dużo mniej czasu na naukę to w tym tym bardziej dam radę w końcu jestem prawie cały czas w domu to mogę się uczyć do bólu :-) Tylko dużych ilości kawki brak. Piję jedną dziennie i to tą z cykorią żeby Maluszkowi nie zaszkodzić :-) Kociak już prawie po egzaminach, zostały Mu jeszcze 2 i koniec a ja będę się męczyć :-) Jestem z Niego bardzo dumna, że wszystko zaliczył za pierwszym razem. Kochnie wielka buźka dla Ciebie za to :*

W związku z tym że ostatnio nie czułam się kobieco dostałam kwiatka :-), różyczkę różową :-) piękną po prostu i daną ze szczerego serduszka bo rozwinęła się calutka i stała dość długo :-) Dziękuję Skarbie :*

Pod ostatnią notatką dziewczyny pocieszają mnie, że ładnie wyglądam i że na pewno dam sobie radę :-) Dziękuję Wam za to :-) jest to bardzo miłe i wiecie co, wierzę w to. Jakoś tak pozytywne nastawienie do życia mam ostatnio. Dzięki za słowa otuchy i wsparcie :-)


A oto My w wersji 2 w 1 czyli Natanek w Maminym brzuszku :-)
24 tc 1 dzień (04.01.2009)
 

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Objawy ciążowe

Minęła już połowa ciąży, Natan rusza się coraj intensywniej i częściej a ja coraz bardziej boję się. Czego? Głównie tego, że nie dam sobie rady z tym wszystkim, że będzie mi ciężko, że wiele rzeczy i spraw ulegnie zmianie. Nie wiem czy takie obawy są normalne ale u mnie ostatnio są coraz częstsze. Czuję się jak wieloryb, w nic normalnego się nie mieszczę, nie mogę ubrać się tak żeby czuć się kobieco, nie mogę założyć spódniczki, w których tak lubiłam chodzić bo jest mi szkoda wydać ok 100 złotych na coś co będzie potrzebne jeszcze tylko 4 miesiące. Pomimo tego, że przytyłam 6 kg czuję się tak słoń. Mam wrażenie że brzuch jest ogromny... Jest mi z tym źle. Nie mogę założyć sexownej bielizny... Przez to wszytsko nawet nie mam ochoty na sex. Jak pomyślę o moim wyglądzie i uświadomie sobie, że przede mną jest ogromny brzuch a moje biodra są takie szerokie to ochota przechodzi :-( Brakuje mi pracy, kontaktu z ludźmi, odskoczni od codzienności. Boję się, że będąc w domu z Niuniem będzie jeszcze gorzej bo wtedy już dość długo będę bez pracy. Ciągle siedzę w domu. Nigdy nie miałam wielu znajomych ale teraz czuję się opuszczona i zapomniana :-( Owszem czasem sama mam takie dni że nie chcę spotykać się ze znajmomymi ale coraz częściej brakuje mi jakiejś odskoczni od codzienności, rozmów o niczym ważnym. Boję się że nie jestem typem kobiety, która będzie szczęśliwa siedząc w domu i wychowując dziecko. A czy taka kobieta może wychować szczęśliwe dziecko? Przecież dziecko już w życiu płodowym odczuwa nastroje matki a po porodzie tym bardziej potrafi wyczuć zdenerwowanie. Mam wrażenie że to wszytsko mnie przerasta. Tylko czemu? Przecież tak bardzo chciałam zajść w ciążę, czuć te słodkie kopniaczki a później tulić Maleństo. A teraz gdy Natanek jest we mnie czuję strach i to nie jak większośc kobiet z forum przed porodem tylko przed tym co będzie potem. Przecież taka Dzidzia jest maleńka, krucha, może się zaksztusić. Oglądanie ubranek i rzeczy dla maluszków sprawia mi ogromną radość i wiele razy chciałam kupić jakiś komplecik dla Niunia ale wciąż boję się jeszcze kupować całą wyprawkę, żeby nie zapeszyć. Wiem że jest to bez sensu ale jednak się boję. Staram się nawet tłumaczyć sobie, że przecież wszytsko jest ok, Mały jest zdrowy więc powinnam zacząć już kompletować ubranka i inne potrzebne rzeczy ale się boję. Wczesniej czekałam do grudnia, teraz do drugiego USG a potem pewnie stwierdzę że wciąż jest zbyt wcześnie i będę chciała poczekać do marca. Boję się pierwszej kąpieli, nieprzespanych nocy, tego że nie będę chciała jechac do szkoły bez mojego Szkraba, że będzie mi ciężko na sercu zostawiać Go z Łukaszem. Boję się też że nie będę miała siły sprzątać, gotować, zajmować się domem i uczyć się a będę miała wtedy egzaminy. Boję się że po porodzie moje biodra zostaną takie szerokie i wciąż nie będę się czuła kobieco. Te wszystkie strachy wynagradzają mi kopniaczki Synka, od kilku dni dość mocne i wyczuwalne przez brzuch :-) Sprawia mi to ogromną radość i gdy tylko poczuję Natanka w brzuszku uśmich sam pojawia się na mojej buźce :-) Jedanak wciąż się boję a w mojej głowie mnóstwo jest obaw jak to będzie.