środa, 4 października 2006

Sudety

Dawno niczego tutaj nie pisałam... Czas leci bardzo szybko... Czasem są takie chwile, które chciałabym zatrzymać, zastopować i zostawić by trwały wiecznie :-)

Wakacje a raczej ich końcówka minęły bardzo szybko, za szybko. Chciałabym wciąż być w Sudetach. Tylko tam tak naprawdę potrafię się wyciszyć, naładować akmulatory na natępnych kilka miesięcy. Tam żyje się zupełnie inaczej. Nie ma stresu, ciągłej gonitwy za czymś lub do czegoś. Tam wszystko jest inne. Gdy jestem w domku bardzo tęsknię do moich kochany Gór. Bardzo chciałabym mieszkać kiedyś właśnie tam, w Zieleńcu. Widok Gór i atmosfera tam panujące rekompensują mi wszystko :-) Ludzie są dla siebie życzliwi, pomagają sobie nawzajem, nie chcą "utopić się nawzajem w łyżce wody". Okropnie tęsknię. Brakuje mi nie tylko tej atosfery ale także krajobrazów, codziennych wędrówek po Górach, widoku hal po przebudzeniu, biegania po tych halach. Każda myśl o Sudetach wzbudza we mnie sentyment...

   

To jest to za czym tęsknię :-)

niedziela, 13 sierpnia 2006

Nic nie robienie i ufność

Jak ja kocham takie nic nie robienie jak dziś i wczoraj ;-) Spanie do południa, leżenie cały dzień w łóżeczku :-) to jest coś, co kocham. Jeszcze tylko przydałby się ktoś, kto będzie mi robił jedzonko, i pićku i przynosił mi je do łóżeczka :-) Wstaję po12 :-) coś tam jem i cały dzień chodzę z jednego łóżka na drugie, ogladam tvalbo czytam (niestety nie lektury, które miałam przeczytać w wakacje ;/)później necik i do łóżeczka :-) I tak codziennie odkąd skończył się kurs.
***
Frabowałam dziś te okropne odrosty (które świadczyły o tym, że jestem mądrą blondynką ;-)) a one były tak uparte, że za cholerę  nie chciały dać się odbarwić ;/ W końcu po ponad godzinie ja wygrałam :-) i jestem blondynką (głupią?)
***
Wszytskie ubranka, które zabieram ze sobą w Sudety już leżą czyste albo w najgorszym wypadku są zabrane do prania, w każdym razie są już nie do ruszenia. najgorsze jest to, że nie mam w czym chodzić ;] Zostały jakieś stare, powyciągane, nienadające się do wyjścia na ulicę ubrania ;/ No cóż przemęczę się jakoś. Tylko ciekawe w czym pojadę w czartek do Martusi? Może nago albo w bikini?Napewno zrobię furorę takim strojem w autobusie :-)
***W mojej główce jest mnóstwo pytań, myśli związanych z pewnymi osóbkami  i zdarzeniami. Nie potrafię stwierdzić czy podjęłam dobre decyzje, czy nie lepiej byłoby gdybym zrobiła inaczej. Może jeszcze zmienię te dycyzje i wtedy wszystko się okaże. Chciałabym a boję się... Tylko dlaczego? Nie ufam? Chyba tak... Może poprostu nie potrafię ufać? Może zbyt wiele razy zaufałam i byłam zraniona? Chciałbym zaufać i to teraz jednak nie wiem czy to nie jest zbyt wcześnie... Czas pokaże...
***
Jutro czeka mnie ciężkie popołudnie ;/ Muszę doprowadzić domek do stanu użyteczności publicznej na przyjazd Taty. Może jest ktoś chętny do pomocy w sprzątaniu? Odwdzięczę się (może w naturze :PP)
***Koniec zamulania :-) Napiszę wkrótce...

PS. Boli mnie brzuszek, może ktoś cos zaradzi, np masażyk?
 

czwartek, 3 sierpnia 2006

Jak to Oleńka z Luizą do miasta się wybrały :)

Bardzo dawno nie pisałam tutaj niczego, wynikało to z braku czasu. Teraz na szczęście mam go już trochę więcej :-)

Skończyłam już kurs prawa jazdy, teraz czekam na egzamin.

Dziś spotkałam się z Olesią. Umówiłyśmy się na mieście. Ja o dziwo (nawet Oleńka była w szoku) byłam 10 min wczesnie :-) Ja, osoba, która zawsze wszędzie przychodzi zbyt późno. Gdy czekałam na Olę autka na mnie trąbiły ;/ Stwierdzam szczerze, że jak słyszy się klakson autka raz na jakiś czas to jest to nawet miłe, ale jak słyszy się to na okrągło to zaczyna być denerwujące. Tak więc poszłyśmy zrobić małe zakupy, później na lody i do parku :-) Jak tak spacerowałyśmy po parku zaczęło się chmurzyć, żadna z nas nie posiadała takiego fajniutkiego urządzonka jak parasol. Ja nie wzięłam go, ponieważ nie zmieścił się nigdzie a Olesia, ponieważ sądziła, że nie będzie padać. Tak, więc wracamy już z parku a tu zaczyna kropić, schowałyśmy się pod drzewem, które po chwili zaczęło przeciekać (tak na marginesie to ja nie wiem jak takie "dziurawe" drzewa mogą wogóle rosnąć :P). Postanowiłyśmy schować się w jakiejś knajpce, niestety żeby tam dojść trzeba przejść przez całą długość ulicy ;/ Zaczęłyśmy biec, biedna Oleńka była w spódniczce, więc miała utrudnione zadanie :-) Przebiegłyśmy jakąś połowę długości ulicy i schowałyśmy się pod jakimś balkonem a jeden balkon wcześniej stał jakiś chłopak. Stoimy i stoimy czekając aż trochę przestanie padać a ten chłopak dochodzi do nas z takim dziwnym uśmiechem. Mnie ogarnia pusty śmiech a Oleńka zaczyna panikować i namawiać mnie żebyśmy jednak mimo tego deszczu poszły do knajpki. Idziemy a raczej biegniemy. Ola po ulicy a ja wykazując się grzecznością i znajomością przepisów (po coś przecież chodziłam na ten kurs ;-)) po chodniku. Jednak pomysł Oli był lepszy, ona miała czystą drogę a ja trafiłam na jakiś żółty sznurek zabraniający wchodzenia za niego. Oczywiscie co zrobiłam? Przeszłam pod nim ;-) Jak już dobiegłyśmy do knajpki byłyśmy przemoczone do suchej nitki, spokojnie mogłyśmy startować w konkursie na Miss mokrego podkoszulka :D Zamówiłyśmy sobie gorącą herbatkę. Jak to dwie blondynki, żadna z nas nie otworzyła prawidłowo torebeczki z herbatą a potem dodatkowo Oleńka wsypała sobie zbyt dużo cukru :-) Wypiłysmy i już trochę rozgrzane ale wciąz mokre zaczęłyśmy wracać do domku. Wyglądałyśmy fatalnie, wszystko miałyśmy mokre ;] Rozstałyśmy się na rozwidleniu dróg i każda z nas poszła w swoją stronę. Gdy byłam już prawie obok mojego domu panowie z budowy obok (ocieplają sąsiadce domek) zapytali gdzie tak bardzo zmokłam i czy warto było :D Odpowiedziałam, że warto. zapytali również kto mnie teraz wytrze i wysuszy ;] Zostawiłam to bez komentarza :-)