czwartek, 3 sierpnia 2006

Jak to Oleńka z Luizą do miasta się wybrały :)

Bardzo dawno nie pisałam tutaj niczego, wynikało to z braku czasu. Teraz na szczęście mam go już trochę więcej :-)

Skończyłam już kurs prawa jazdy, teraz czekam na egzamin.

Dziś spotkałam się z Olesią. Umówiłyśmy się na mieście. Ja o dziwo (nawet Oleńka była w szoku) byłam 10 min wczesnie :-) Ja, osoba, która zawsze wszędzie przychodzi zbyt późno. Gdy czekałam na Olę autka na mnie trąbiły ;/ Stwierdzam szczerze, że jak słyszy się klakson autka raz na jakiś czas to jest to nawet miłe, ale jak słyszy się to na okrągło to zaczyna być denerwujące. Tak więc poszłyśmy zrobić małe zakupy, później na lody i do parku :-) Jak tak spacerowałyśmy po parku zaczęło się chmurzyć, żadna z nas nie posiadała takiego fajniutkiego urządzonka jak parasol. Ja nie wzięłam go, ponieważ nie zmieścił się nigdzie a Olesia, ponieważ sądziła, że nie będzie padać. Tak, więc wracamy już z parku a tu zaczyna kropić, schowałyśmy się pod drzewem, które po chwili zaczęło przeciekać (tak na marginesie to ja nie wiem jak takie "dziurawe" drzewa mogą wogóle rosnąć :P). Postanowiłyśmy schować się w jakiejś knajpce, niestety żeby tam dojść trzeba przejść przez całą długość ulicy ;/ Zaczęłyśmy biec, biedna Oleńka była w spódniczce, więc miała utrudnione zadanie :-) Przebiegłyśmy jakąś połowę długości ulicy i schowałyśmy się pod jakimś balkonem a jeden balkon wcześniej stał jakiś chłopak. Stoimy i stoimy czekając aż trochę przestanie padać a ten chłopak dochodzi do nas z takim dziwnym uśmiechem. Mnie ogarnia pusty śmiech a Oleńka zaczyna panikować i namawiać mnie żebyśmy jednak mimo tego deszczu poszły do knajpki. Idziemy a raczej biegniemy. Ola po ulicy a ja wykazując się grzecznością i znajomością przepisów (po coś przecież chodziłam na ten kurs ;-)) po chodniku. Jednak pomysł Oli był lepszy, ona miała czystą drogę a ja trafiłam na jakiś żółty sznurek zabraniający wchodzenia za niego. Oczywiscie co zrobiłam? Przeszłam pod nim ;-) Jak już dobiegłyśmy do knajpki byłyśmy przemoczone do suchej nitki, spokojnie mogłyśmy startować w konkursie na Miss mokrego podkoszulka :D Zamówiłyśmy sobie gorącą herbatkę. Jak to dwie blondynki, żadna z nas nie otworzyła prawidłowo torebeczki z herbatą a potem dodatkowo Oleńka wsypała sobie zbyt dużo cukru :-) Wypiłysmy i już trochę rozgrzane ale wciąz mokre zaczęłyśmy wracać do domku. Wyglądałyśmy fatalnie, wszystko miałyśmy mokre ;] Rozstałyśmy się na rozwidleniu dróg i każda z nas poszła w swoją stronę. Gdy byłam już prawie obok mojego domu panowie z budowy obok (ocieplają sąsiadce domek) zapytali gdzie tak bardzo zmokłam i czy warto było :D Odpowiedziałam, że warto. zapytali również kto mnie teraz wytrze i wysuszy ;] Zostawiłam to bez komentarza :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz