niedziela, 30 września 2007

Rodzice

Rodzice... Kim są dla Nas? Ich rola zmienia się w całym życiu dziecka. Od poczęcia oczekują narodzin, cieszą się każdym dniem ciąży, z niecierpliwością oczekują porodu. Później są zadowoleni i pełni radości ze swoich pociech, gdy te z każdym dniem uczą się nowych umiejętności. Starają się być ich przyjaciółmi i spełniać ich zachcianki. Pomagają i uczą, wspierają i rozumieją. Ich rola zmienia się, gdy dziecko zaczyna dorastać. Wtedy rodzicom zaczyna przeszkadzać, że dzieci mają swoje własne życie, że same zaczynają decydować o sobie, że mają inne zdanie. Gdy osiągają pełnoletność rodzice w ogóle nie potrafią się dogadać z dziećmi. Zaczyna im przeszkadzać każdy ich samodzielny wybór. Wszystko co zrobią dzieci jest złe. Są w domu jest źle, nie ma ich jeszcze gorzej. Nic nie robią - źle, coś zrobią, pomogą jeszcze gorzej. I tak w kółko. Czemu tak się dzieję, że rodzice chcą spełniać swoje niespełnione marzenia, ambicje i plany w życiu własnych dzieci? To czego sami nie zrealizowali z takich czy innych powodów chcą zrealizować w życiu dzieci, niezależnie czy one tego chcą czy też nie. Czemu tak się dzieje? Nie potrafią zrozumieć, że to nie jest ich życie tylko ich dzieci a każdy musi przeżyć własne życie sam, ponieważ każdy uczy się na własnych błędach. Ja i moi rodzice jesteśmy właśnie takim przykładem. Nie potrafimy znaleźć wspólnego zdania. Wszystko co zrobię, jest złe. Oddalamy się od siebie na każdym kroku. Ja już nie mam ochoty z Nimi rozmawiać, najchętniej w ogóle nie wracałabym do domu. I to nie jest tylko moja wina choć może tak wygląda to z boku ale jak ja mam zachowywać się inaczej jak wiele razy było tak, że gdy tylko przekręcałam zamek w drzwiach od razu słyszałam wielkie awantury i krzyki skierowane w moją stronę. Jedynymi osobami, w których mam oparcie są mój Kochany i jedyny Książę z bajki Łukaszek i Jego rodzice. To Oni tłumaczą mi żebym się nie załamywała i nie zwracała uwagi na rodziców. Kiedyś szanowałam własnych rodziców teraz już nie. Jestem tak zestresowana z ich strony, że czasem boję się wejść do domu bo nie mam już siły się ciągle i o wszystko kłócić, czasem po prostu wole usunąć się z drogi bo jest mi szkoda już samej siebie, mojego zdrowia, w końcu mam je tylko jedno. Moja mama zawsze mówiła, że nie chce być taka jak babcia a jest jeszcze gorsza. Ciągle i za wszystko krzyczy na mnie i nie tylko na mnie, krzyczy na wszystkich, nie szanuje innych ludzi nawet tych starszych. Gdy tylko potrzebuje pomocy potrafi być miła i kochana ale gdy tylko tą pomoc otrzyma z powrotem wraca jej poprzednie wcielenie a ja za każdym razem łudzę się, że ona się zmieni, że już zawsze będzie tak dobrze jak wtedy, gdy potrzebuje pomocy. Niestety na próżno... Umiem mówić "nie" i umiem tez stawiać na swoim jednak dzieje się to wszystko kosztem mojego własnego zdrowia :-( O ile ja bym się lepiej czuła, gdy oni obydwoje byli gdzieś daleko stad a ja żyłabym sobie spokojnie z Łukaszem i na pewno Jego rodzice czy rodzeństwo pomogliby Nam gdybyśmy potrzebowali pomocy a nie odwrócili się na piecie i powiedzieli "macie to na własne życzenie". Będę silna i nie dam się, wytrzymam to całe piekło, choć będzie to kosztem mnie ale dam radę, będę silna. Mam wsparcie3, mam osoby dla których jestem ważna i to dzięki Nim jeszcze nie załamałam się psychicznie. Łukaszku dziękuje Tobie i Twoim Rodzicom za pomoc, czasem wystarczy krótka ale szczera rozmowa i od razy jest mi lżej na sercu a to wszystko dzięki Wam :* Dziękuję :*

Ja z dawnych lat...

Od czasu do czasu robię sobie coś takiego jak rachunek sumienia, robię to szczególnie po jakiś dość dramatycznych wydarzeniach w moim życiu bądź po lekturze blogów. Dziś przyszła pora na kolejny rachunek sumienia i kolejne przemyślenia. Przeczytałam kilka blogów dziewczyn i zaczęłam się zastanawiać jaka byłabym teraz gdybym nie poznała rok temu mojego Skarbusia. Doszłam do wniosku, że mogłoby być różnie. Wtedy jakiś czas przed poznaniem Łukasza w moim życiu zaczęłam częściej chodzić na imprezy, bawiłam się nie zawsze z ludźmi, których znałam. Niby zawsze byłam trzeźwa bo z reguły nie lubię alkoholu ale kiedyś jedna z takich imprez mogłaby się skończyć źle dla mnie. Mogłoby się zdarzyć coś czego żałowałabym do końca życia. Zawsze byłam osobą raczej łatwo nawiązującą kontakty a odkąd schudłam i ogólnie zmieniłam sie zewnętrznie raczej często byłam zaczepiana na ulicy. Zazwyczaj pewnie dlatego, że faceci myśleli, że będą mogli się mną pobawić a potem porzucić. Aż tak głupia nie byłam i wolałam trzymać facetów na dystans od siebie. Inaczej było na różnego rodzaju imprezach. Wtedy chciałam się po prostu dobrze bawić i tyle. Wtedy, w wakacje 2006 zastanawiałam, sie czy nie zacząć bawić się facetami. skoro i tak byłam sama a faceci zaczęli zwracać na mnie uwagę jako blondynkę to czemu miałabym tego nie wykorzystać. Jedynym hamulcem  było to, że nie chciałam być postrzegana jako dziwka. Choć w pewnym stopniu zaczęłam prowokować facetów choćby swoim ubiorem i to nie tylko w dzień ale również wieczorem. Wiele razy wracałam sama gdy było już ciemno i wiele razy byłam wtedy zaczepiana. jednak mimo tego robiłam tak dalej. Zastanawiałam się też czy nie wykorzystać jakieś faceta tylko dlatego aby zajść w ciążę. Powstrzymywało mnie od tego tylko to, że pewnie sama bym sobie nie poradziła a wątpię aby mama zgodziła sie mi pomóc a nawet jeśli to na pewno musiałabym dużo wysłuchiwać. Taka byłam kiedyś. Czemu akurat taka? Chyba tylko dlatego, że kiedyś byłam dość mocno zraniona przez faceta, byłam potraktowana jak dziwka. To spowodowało, że nie potrafiłam zaufać nikomu, żadnemu facetowi. A skoro nie mogłam ufać facetom a co za tym idzie nie mogłam być szczęśliwa to mogłam się na nich mścić. Jednak taka nie byłam. Gdy poznałam Łukasza wiele rzeczy w moim życiu uległo diametralnym  zmianom. Zmianom na lepsze. Nie wiem jak to się stało ale Jemu zaufałam od razu. Od samego początku chciałam aby między Nami było coś więcej niż tylko przyjaźń czy zabawa, nic nie znaczący związek. Chciałam abyśmy byli ze sobą i tylko dla siebie. Tak też sie stało. to właśnie Łukasz sprawił, ze na nowo zaufałam, na nowo pokochałam, zobaczyłam świat w różowych barwach a nie tylko czarno-biało-szary. To dzięki Niemu jestem szczęśliwa, tak szczęśliwa jak jeszcze nigdy w życiu. To On nauczył mnie cieszyć się z drobnostek, z tego, że co tydzień dostawałam kwiatki, że widywaliśmy sie choć na chwilkę, ze przyjeżdżał do mnie do szkoły choć na 5 minutek, że mnie zaskakiwał i zawsze mogłam na Niego liczyć. Zawsze gdy było i jest mi źle wiem, że Kotek przytuli mnie, pocałuje pocieszy i wtedy wszystko od razu staje się inne. Zmieniłam się nie przez i nie dla Łukasza, zmieniłam się dzięki Jego miłości i cierpliwości do mnie a może po prostu zawsze taka byłam a to co robiłam wcześniej było tylko maską aby nikt nie poznał mnie do końca takiej jaką jestem, bardzo wrażliwą i czułą kobietą, która potrafi kochać całym serduszkiem i calutką sobą. Kochanie dziękuję, że zawsze masz dla mnie czas,że zawsze jesteś blisko czy jest dobrze czy źle, masz do mnie cierpliwość, dziękuje też że mnie Kochasz i za to że jesteś, tak po prostu Kochasz i jesteś :*:*:* Jesteś dla mnie wszystkim co mam bo mam tylko Ciebie :*:*:* KOCHAM CIĘ MIŚKU :*:*:*

  

sobota, 29 września 2007

Londyn - po powrocie

Jak ten czas szybciutko biegnie :-) Jeszcze niedawno wyjeżdżaliśmy w  nieznane, bojąc się, nie wiedząc co tam będzie, co się wydarzy, byliśmy pełni nadziei a jednak baliśmy się, nie powiem, że jutra ale na pewno wyjazdu a teraz już dwa dni jesteśmy z powrotem w Polsce. Jaki jest Londyn? Zupełnie inny niż Polska. Tam żyje się inaczej, szybciej, lepiej, każdy ma szanse wykazać się tym co umie robić, nikt nie patrzy jaki ma zawód. Czy życie tam jest lepsze? Na pewno inne. Czas biegnie szybciej, każdy za czymś goni, taki lekki wyścig szczurów. Wszędzie pełno jest ludzi kolorowych, śmiesznie ubranych, punków, murzynów w japonkach, szalikach i czapkach. A mnie jednak brakuje tego inne kraju... Brakuje mi jazdy metrem, spotykania wszystkich śmiesznie ubranych ludzi na ulicach, strachu w metrze, gdy obok siadał jakiś muzułmanin. Brakuje  mi widoki czerwonych i piętrowych autobusów i czarnych taksówek, lewostronnego ruchu ulicznego, ciągłe widoku lądujących bądź startujących autobusów. Brakuje mi też przechodzenia na czerwonym świetle bez groźby mandatu. Po prostu brakuje mi Londynu. Może dlatego, że jesteśmy w kraju dopiero 2 dni. Wiem, że się przyzwyczaję ale jednak chyba wolałabym abyśmy byli tam. Wiem, że kiedyś pojedziemy na dłużej do Londynu, na pewno nie na stałe ale na rok może dwa. Tam każdy za swoją pracę dostaje konkretne pieniądze a nie tak jak w Polsce. Wielka Brytania jest krajem zupełnie innym niż wszytstkie znane mi do tej pory, czy lepszym? Nie wiem.
***
Właśnie siedzę i rozmyślam o tych 3 miesiącach w Londynie. Myślę o tym co wydarzyło się w Naszym życiu przez ten czas. Zobaczyliśmy miejsca, które do tej pory były dla Nas nie realne do osiągnięcia, o których czytaliśmy tylko w książkach albo czasopismach. Zwiedziliśmy nie tylko Londyn, pojechalismy również nad ocean. Przeżycia są niesamowite :-) Poznaliśmy wielu nowych i bardzo wartościowych ludzi, którzy nie podkładają na kazdym kroku kłody pod nogi tylko pomagają, jesli tylko mogą. Podszkolilismy angielksi i sprawdziliśmy czy potrafimy się dogadać w tym też języku :-) Jak się okazało nie taki diabeł straszny jak go malują :-) Dogadywaliśmy się bez większych problemów. Owszem na początku było ciężko bo nikt nie rozumiał co mówię ale z czasem zaczęłam przynakmniej częściowo mysleć tak jak An glicy i nie miałam większych problemów z dogadaniem się, nawet jeden z klientów w moim coffe shopie powiedział, że dobrze mówię po angielsku :-)
***
Ten wyjazd była na pewno dobrą próbą dla Naszego związku, bylismy przez 3 miesiące zdani tylko na siebie a w związku z tym, że obydwoje pracowaliśmy musieliśmy sobie na wzajem pomagać :-) Nie obyło się bez kilku wiekszych kłótni ale ze wszytskiego wyszliśmy obronną ręką :-) Myślę, że obydwoje zrozumieliśmy, że czasem słowa ranią bardzioej niż czyny i czasem lepiej jest się ugryźć w język niż powiedzieć coś czego potem mozna żałować. Wydaje mi się też, że nauczyliśmy się ustępować sobie nawzajem i chodzić na kompromisy. Zawsze rozmawialiśmy o tym co Nas rani i tak też było w Londynie :-) Wydaje mi się, że to własnie podczas takich wyjazdów rozpada się najwięcej związków, bo to wtedy ludzie zauważają, że nie pasują do siebie a My daliśmy sobie radę a te Nasze malutkie kłótnie spowodowane były przemęczeniem.
***
Teraz już w Polsce brakuje mi codziennego zasypiania w ramionach Łukaszka, wtulania się w Jego ciałko w nocy, calowania Go po pleckach, brakuje mi tez tego, że praktycznie cały czas byliśmy razem :-( Wiem, że już niedługo się to zmini ale jadnak brakuje mi tego już teraz :-(