***
Właśnie siedzę i rozmyślam o tych 3 miesiącach w Londynie. Myślę o tym co wydarzyło się w Naszym życiu przez ten czas. Zobaczyliśmy miejsca, które do tej pory były dla Nas nie realne do osiągnięcia, o których czytaliśmy tylko w książkach albo czasopismach. Zwiedziliśmy nie tylko Londyn, pojechalismy również nad ocean. Przeżycia są niesamowite :-) Poznaliśmy wielu nowych i bardzo wartościowych ludzi, którzy nie podkładają na kazdym kroku kłody pod nogi tylko pomagają, jesli tylko mogą. Podszkolilismy angielksi i sprawdziliśmy czy potrafimy się dogadać w tym też języku :-) Jak się okazało nie taki diabeł straszny jak go malują :-) Dogadywaliśmy się bez większych problemów. Owszem na początku było ciężko bo nikt nie rozumiał co mówię ale z czasem zaczęłam przynakmniej częściowo mysleć tak jak An glicy i nie miałam większych problemów z dogadaniem się, nawet jeden z klientów w moim coffe shopie powiedział, że dobrze mówię po angielsku :-) ***
Ten wyjazd była na pewno dobrą próbą dla Naszego związku, bylismy przez 3 miesiące zdani tylko na siebie a w związku z tym, że obydwoje pracowaliśmy musieliśmy sobie na wzajem pomagać :-) Nie obyło się bez kilku wiekszych kłótni ale ze wszytskiego wyszliśmy obronną ręką :-) Myślę, że obydwoje zrozumieliśmy, że czasem słowa ranią bardzioej niż czyny i czasem lepiej jest się ugryźć w język niż powiedzieć coś czego potem mozna żałować. Wydaje mi się też, że nauczyliśmy się ustępować sobie nawzajem i chodzić na kompromisy. Zawsze rozmawialiśmy o tym co Nas rani i tak też było w Londynie :-) Wydaje mi się, że to własnie podczas takich wyjazdów rozpada się najwięcej związków, bo to wtedy ludzie zauważają, że nie pasują do siebie a My daliśmy sobie radę a te Nasze malutkie kłótnie spowodowane były przemęczeniem. ***
Teraz już w Polsce brakuje mi codziennego zasypiania w ramionach Łukaszka, wtulania się w Jego ciałko w nocy, calowania Go po pleckach, brakuje mi tez tego, że praktycznie cały czas byliśmy razem :-( Wiem, że już niedługo się to zmini ale jadnak brakuje mi tego już teraz :-(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz