Już 23 tygodnie Natan jest w moim brzuszku :-) Jak ten czas szybciutko Nam płynie :-) Dziś Łukasz pierwszy raz poczuł kopniaki swojego Synka :-) Maleńki poznaje Tatusia po głosie :-) Jak dłużej nie widzę się z Łukaszem bo np jest w pracy albo po prostu nie ma Go w domku czy ja jestem w szkole i później gdy tylko się zobaczymy i mieszkaniec mojego brzuszka usłyszy Tatusia to od razu zaczyna kopać :-) ja śmieję się że to dlatego, że jak Łukasz rozmawia z brzuchem to zawsze mówi do niego:"Natan, Tata mówi :-)" I tak mu już to wmówił że jak Niuniek tylko Go słyszy to zaczyna kopać :-) Na ostatniej wizycie u lekarza okazało się że od początku ciąży przytyłam 6 kg a czuję się jak wieloryb... Wiem, że teraz jest Nas dwoje i nie powiennam mieć wyrzutów sumienia z powodu mojego wyglądu ale mimo tego czasem mam takie dni że nie czuję się kobieco i boję się że tak już zostanie :-( Z drugiej strony wiem że to dla mojego Synka a dla tych kochanych kopniaczków jestem w stanie znieść wszytsko :-) Z powodu nadżerki, którą miałam w zeszłym roku moja szyjka macicy zaczyna się nieznacznie skracać, przez co nie powinnam się denerwować, tylko jak? Nie mogę też dźwigać i powinnam odpoczywać. Po zatym jest ok, rowarcia nie ma, skurczów też nie. Już za troszkę ponad 2 tygodnie kolejna kontrola u lekarza i Nasze drugie USG 3/4 D a więc po raz drugi już zobaczymy Naszego Synka :-) Mam nadzieję że tym razem Tatusiowi uda się pójść z Nami do lekarza i zobaczyć małego mieszkańca mojego brzuszka razem ze mną :-)
Co tam u Nas? Wszystko płynie z dnia na dzień :-) jak zwykle kłócimy się o jakieś pierdoły, co po tym jak opadną nerwy w ogóle nie ma sensu ale My przecież nie możemy się nie pokłócić... Uwielbiam za to gdyw nocy Łukasz szuka mnie na pół śnie i jak potem czuję jak mnie tuli igłaszcze po brzuszku :-) to jest takie kochane. Święta minęły. Może to i dobrze bo ja jakoś nie lubię Świąt. Czemu? Nie wiem, nie czuję jakoś po prostu atmosfery świątecznej. Święta kojarzą mi się tylko z mnóstwem przygotowań na 2 dni nic nie robienia. O sprzątaniu nie będę wspominać bo sprzątanie uważam za czynność co tygodniową więc w tym nic szczególnego nie ma. Może jest to spowodowane tym, że nie jestem osobą jakoś szczególnie wierzącą i wg mnie każdy nawet najzwyklejszy dzień można spędzić z rodziną a nie akurat 25 czy 26 grudnia. Choinkę owszem lubię ale tylko popatrzeć na nią a nie ją ubierać bo potem trzeba będzie sprzątać te wszystkie igiełki porozwalane po całym domku i wynosić ozdoby choinkowe do piwnicy. Także jednym słowem ujmując to wszystko nie lubię tego całego świątecznego bum i już.
W poniedziałek moi rodzice wracają do siebie, do Londynu i jest jedno co mnie bardzo cieszy. Jakoś mniej się z nimi kłóciłam. Nie było tak jak zawsze że oni wszystko wiedzieli najlepiej a ja najlepiej jakbym robiła tak jak oni chcą. Teraz było nieco inaczej. Po kilku spięciach i ostrzejszej wymianie zdań nie wtrącali się. Nie było jak zwykle że ja to wszystko robię nie tak i że wszystko jest inaczej a co za tym idzie źle. Nie wiem czym jest to spowodowane i czy tak już zostanie ale z tej zmiany się cieszę. Wreszcie jest normalnie czy prawie normalnie :-) Niestety Natanek nie chce kopać Babci gdy dotyka brzuszka, tak jak zresztą Mamusi i Dziadka, jedynie Tata może dotykać brzuszka w momencie gdy Mały kopie. Gdy ktoś inny go dotyka to nie chce kopać. Jakoś tak nawet mi dziwnie że lecą... Może trochę smutno?
Po woli zaczyna się egzaminy w mojej szkole. A u mnie brak chęci nauki :-) jak nigdy :-) Czasu dużo a chęci brak. Zawsze było inaczej, chęci były tylko czasu nigdy nie było. A teraz pierwszy egzamin za tydzień, kilka prac domowych czeka a mnie nie chce się za to zabrać. Za prace domowe to jeszcze ale za naukę i to jeszcze prawie 70 str to już nie... No ale niestety od poniedziałku czy chce czy nie bedę musiała się za to wziąć bo nie dam rady ogarnąć tego wszytskiego :-) Oj ten Natanek to biedny będzie :-) już w brzuszku u Mamusi musi się uczyć :-) Mam już podane terminy zjazdów na semsetr leni a więc jak dobrze pójdzie to tylko 3 razy nie pojawię się w szkole, czyli ostatni raz będę na zajęciach w połowie marca, nastepne wg planu mam akurat wtedy gdy planowany jest termin porodu, potem na początku maju a na te w połowie maja może już udałoby się pojechać :-) więc nie jest tak źle :-)
Łukasz pojechał przyprowadzić auto kolegi do domku bo kolega nie jest w stanie sam prowadzić a ja siedzę i własnie mam zamiar zabrać się za angielski :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz