sobota, 29 września 2007

Londyn - po powrocie

Jak ten czas szybciutko biegnie :-) Jeszcze niedawno wyjeżdżaliśmy w  nieznane, bojąc się, nie wiedząc co tam będzie, co się wydarzy, byliśmy pełni nadziei a jednak baliśmy się, nie powiem, że jutra ale na pewno wyjazdu a teraz już dwa dni jesteśmy z powrotem w Polsce. Jaki jest Londyn? Zupełnie inny niż Polska. Tam żyje się inaczej, szybciej, lepiej, każdy ma szanse wykazać się tym co umie robić, nikt nie patrzy jaki ma zawód. Czy życie tam jest lepsze? Na pewno inne. Czas biegnie szybciej, każdy za czymś goni, taki lekki wyścig szczurów. Wszędzie pełno jest ludzi kolorowych, śmiesznie ubranych, punków, murzynów w japonkach, szalikach i czapkach. A mnie jednak brakuje tego inne kraju... Brakuje mi jazdy metrem, spotykania wszystkich śmiesznie ubranych ludzi na ulicach, strachu w metrze, gdy obok siadał jakiś muzułmanin. Brakuje  mi widoki czerwonych i piętrowych autobusów i czarnych taksówek, lewostronnego ruchu ulicznego, ciągłe widoku lądujących bądź startujących autobusów. Brakuje mi też przechodzenia na czerwonym świetle bez groźby mandatu. Po prostu brakuje mi Londynu. Może dlatego, że jesteśmy w kraju dopiero 2 dni. Wiem, że się przyzwyczaję ale jednak chyba wolałabym abyśmy byli tam. Wiem, że kiedyś pojedziemy na dłużej do Londynu, na pewno nie na stałe ale na rok może dwa. Tam każdy za swoją pracę dostaje konkretne pieniądze a nie tak jak w Polsce. Wielka Brytania jest krajem zupełnie innym niż wszytstkie znane mi do tej pory, czy lepszym? Nie wiem.
***
Właśnie siedzę i rozmyślam o tych 3 miesiącach w Londynie. Myślę o tym co wydarzyło się w Naszym życiu przez ten czas. Zobaczyliśmy miejsca, które do tej pory były dla Nas nie realne do osiągnięcia, o których czytaliśmy tylko w książkach albo czasopismach. Zwiedziliśmy nie tylko Londyn, pojechalismy również nad ocean. Przeżycia są niesamowite :-) Poznaliśmy wielu nowych i bardzo wartościowych ludzi, którzy nie podkładają na kazdym kroku kłody pod nogi tylko pomagają, jesli tylko mogą. Podszkolilismy angielksi i sprawdziliśmy czy potrafimy się dogadać w tym też języku :-) Jak się okazało nie taki diabeł straszny jak go malują :-) Dogadywaliśmy się bez większych problemów. Owszem na początku było ciężko bo nikt nie rozumiał co mówię ale z czasem zaczęłam przynakmniej częściowo mysleć tak jak An glicy i nie miałam większych problemów z dogadaniem się, nawet jeden z klientów w moim coffe shopie powiedział, że dobrze mówię po angielsku :-)
***
Ten wyjazd była na pewno dobrą próbą dla Naszego związku, bylismy przez 3 miesiące zdani tylko na siebie a w związku z tym, że obydwoje pracowaliśmy musieliśmy sobie na wzajem pomagać :-) Nie obyło się bez kilku wiekszych kłótni ale ze wszytskiego wyszliśmy obronną ręką :-) Myślę, że obydwoje zrozumieliśmy, że czasem słowa ranią bardzioej niż czyny i czasem lepiej jest się ugryźć w język niż powiedzieć coś czego potem mozna żałować. Wydaje mi się też, że nauczyliśmy się ustępować sobie nawzajem i chodzić na kompromisy. Zawsze rozmawialiśmy o tym co Nas rani i tak też było w Londynie :-) Wydaje mi się, że to własnie podczas takich wyjazdów rozpada się najwięcej związków, bo to wtedy ludzie zauważają, że nie pasują do siebie a My daliśmy sobie radę a te Nasze malutkie kłótnie spowodowane były przemęczeniem.
***
Teraz już w Polsce brakuje mi codziennego zasypiania w ramionach Łukaszka, wtulania się w Jego ciałko w nocy, calowania Go po pleckach, brakuje mi tez tego, że praktycznie cały czas byliśmy razem :-( Wiem, że już niedługo się to zmini ale jadnak brakuje mi tego już teraz :-(

 

sobota, 11 sierpnia 2007

Londyn :)

Od 13 lipca jesteśmy w Londynie :-) Czy zaszły jakieś zmiany w Nas? Nie. Na pewno wciąż kochamy się tak samo albo jeszcze mocniej o ile jest to jeszcze możliwe. Owszem było kilka burzliwych dni w ciągu których
mieliśmy dość duże problemy z tym aby dojść do porozumienia i dogadać się dni w ciągu, których cały czas się kłóciliśmy ale szczerością, zaufaniem i rozmową doszliśmy do porozumienia :-) Dużo zwiedzamy czyli korzystamy ze wszytskiego co tylko możliwe teraz bo później możemy nie mieć takiej okazji :-) Dochodzi między Nami do sprzeczek na tle sprzątania i rozwalania wszytskiego w Naszym pokoju ale dajemy radę dochodzą do porozumienia :-) Staramy się panowac nad sobą a Nasze sprzeczki spowodowane są stresem i przeładowaniem. Potrafimy rozmawiać o wszytskim, nawet o tym co kiedyś Nas bardzo raniło prawie już bez żadnych emocji z mojej strony co uważam za ogromny sukces, ponieważ jeszcze miesiąc temu wspomnienie pewnej osoby bardzo mnie raniło a co dopiero rozmowa o niej :-( Jesteśmy ze Skarbuśkiem nie tylko parą dwojga kochajacych się ludzi, dwojgiem narzeczonych ale także przyjaciółmi  :)

niedziela, 8 lipca 2007

Kochanie przepraszam...

Zawsze wydawało mi się, że trzeba rozmawiać o wdszytkim bo tylko to prowadzi do udanego i szczęśliwego związku. Tak też zawsze mówiłam Koteczkowi. Zawsze sama stosowałam tą metodę. Niestety czasem jest tak, że czasem nie da się mówić o czymś co boli od razu, to samo musi ułożyć się w główce... Ja tak zrobiłam wczoraj :-( Gdy Skarbuś zapytał czy coś się stało odpowidziałam że nie. Skłamałam, ponieważ wydawało mi się, że nie bedę potrafiła mówić o tym co czuję, że to będzie zbyt mocno bolało... Powidziałam o tym Łukaszkowi dopiero dziś. A Jego nie zabolało to, że przeczytałam coś co było na Jego dysku tylko to, że nie powiedziałm Mu od razu co się stało i czemu byłam smutna... Chciałam jednak nie potrafiłam... Kochanie okłamałam Cię... Wiem o tym... Przepraszam... Wiem też że możesz przez to przestać mi ufać... :-( Że może to coś zmienić :-( A ja tak bardzo nie chcę popsuć niczego między Nami... Chcę abyś ufał mi zawsze i wszędzie, abyś wierzył w moje słowa. Wiem, że jeden taki głupi wybryk może wiele zminić a ja tak nie chcę... Chcę abyś przytulał mnie gdy jest mi źle, abyś mnie szeptał mi do uszka czułe słówka, abyś zawsze był i zawsze Kochał. Kocham Cię Koteczku :*:*:* Tylko Ciebie i już na zawsze :*:*
***
Czemu czasem jest tak, że smutne myśli wspomnienia wracają nawet gdy tego nie chcemy? czemu sami świadomie ranimy siebie samych i najbliższych również tym co myślimi? Czemu nie potrafimy jak małe dzieci usunąć smutnych momentów z pamięci? Wymazać tego raz na zawsze?Tak bardzo chciałabym tak potrafić a jednak nie potrafię... Te smutne momenty same wracają jak bumerang... Ranią Nas nawet w wesołych chwilkach... Osaczają Nas i zostają w Naszych główkach na bardzo długo, jeśli nie na zawsze... Czemu dobre chwile i wspomnienia pozostają w Nas na długo a smutne na jeszcze dłużej? Tak bardzo chcę nie pamiętać... Chcę zamknąc Nasze rozdziały sprzed naszego związku.  Chcę żeby tamto zostało gdzieś za Nami i już nigdy nie wracało...Chcę żybyśmy teraz tworzyli tylko Naszą historię, żebysmy razem wspólnie budowali Nasz malutki świat do którego nikt obcy nie ma wstępu, żeby to było tytlko Nasze życie i Nasza wspólna książka nie tylko rozdział. Spróbujmy nie wracać do przeszłośc i, która tak bardzo rani...
***
Wybaczysz  mi Koteczku? Zaufasz jeszcze?Proszę...

 TAK BARDZO CIE KOCHAM