sobota, 27 grudnia 2008

27.12.2008

Już 23 tygodnie Natan jest w moim brzuszku :-) Jak ten czas szybciutko Nam płynie :-) Dziś Łukasz pierwszy raz poczuł kopniaki swojego Synka :-) Maleńki poznaje Tatusia po głosie :-) Jak dłużej nie widzę się z Łukaszem bo np jest w pracy albo po prostu nie ma Go w domku czy ja jestem w szkole i później gdy tylko się zobaczymy i mieszkaniec mojego brzuszka usłyszy Tatusia to od razu zaczyna kopać :-) ja śmieję się że to dlatego, że jak Łukasz rozmawia z brzuchem to zawsze mówi do niego:"Natan, Tata mówi :-)" I tak mu już to wmówił że jak Niuniek tylko Go słyszy to zaczyna kopać :-) Na ostatniej wizycie u lekarza okazało się że od początku ciąży przytyłam 6 kg a czuję się jak wieloryb... Wiem, że teraz jest Nas dwoje i nie powiennam mieć wyrzutów sumienia z powodu mojego wyglądu ale mimo tego czasem mam takie dni że nie czuję się kobieco i boję się że tak już zostanie :-( Z drugiej strony wiem że to dla mojego Synka a dla tych kochanych kopniaczków jestem w stanie znieść wszytsko :-) Z powodu nadżerki, którą miałam w zeszłym roku moja szyjka macicy zaczyna się nieznacznie skracać, przez co nie powinnam się denerwować, tylko jak? Nie mogę też dźwigać i powinnam odpoczywać. Po zatym jest ok, rowarcia nie ma, skurczów też nie. Już za troszkę ponad 2 tygodnie kolejna kontrola u lekarza i Nasze drugie USG 3/4 D a więc po raz drugi już zobaczymy Naszego Synka :-) Mam nadzieję że tym razem Tatusiowi uda się pójść z Nami do lekarza i zobaczyć małego mieszkańca mojego brzuszka razem ze mną :-)

Co tam u Nas? Wszystko płynie z dnia na dzień :-) jak zwykle kłócimy się o jakieś pierdoły, co po tym jak opadną nerwy w ogóle nie ma sensu ale My przecież nie możemy się nie pokłócić...
Uwielbiam za to gdyw nocy Łukasz szuka mnie na pół śnie i jak potem czuję jak mnie tuli igłaszcze po brzuszku :-) to jest takie kochane. Święta minęły. Może to i dobrze bo ja jakoś nie lubię Świąt. Czemu? Nie wiem, nie czuję jakoś po prostu atmosfery świątecznej. Święta kojarzą mi się tylko z mnóstwem przygotowań na 2 dni nic nie robienia. O sprzątaniu nie będę wspominać bo sprzątanie uważam za czynność co tygodniową więc w tym nic szczególnego nie ma. Może jest to spowodowane tym, że nie jestem osobą jakoś szczególnie wierzącą i wg mnie każdy nawet najzwyklejszy dzień można spędzić z rodziną a nie akurat 25 czy 26 grudnia. Choinkę owszem lubię ale tylko popatrzeć na nią a nie ją ubierać bo potem trzeba będzie sprzątać te wszystkie igiełki porozwalane po całym domku i wynosić ozdoby choinkowe do piwnicy. Także jednym słowem ujmując to wszystko nie lubię tego całego świątecznego bum i już.

W poniedziałek moi rodzice wracają do siebie, do Londynu i jest jedno co mnie bardzo cieszy. Jakoś mniej się z nimi kłóciłam. Nie było tak jak zawsze że oni wszystko wiedzieli najlepiej a ja najlepiej jakbym robiła tak jak oni chcą. Teraz było nieco inaczej. Po kilku spięciach i ostrzejszej wymianie zdań nie wtrącali się. Nie było jak zwykle że ja to wszystko robię nie tak i że wszystko jest inaczej a co za tym idzie źle. Nie wiem czym jest to spowodowane i czy tak już zostanie ale z tej zmiany się cieszę. Wreszcie jest normalnie czy prawie normalnie :-) Niestety Natanek nie chce kopać Babci gdy dotyka brzuszka, tak jak zresztą Mamusi i Dziadka, jedynie Tata może dotykać brzuszka w momencie gdy Mały kopie. Gdy ktoś inny go dotyka to nie chce kopać. Jakoś tak nawet mi dziwnie że lecą... Może trochę smutno?

Po woli zaczyna się egzaminy w mojej szkole. A u mnie brak chęci nauki :-) jak nigdy :-) Czasu dużo a chęci brak. Zawsze było inaczej, chęci były tylko czasu nigdy nie było. A teraz pierwszy egzamin za tydzień, kilka prac domowych czeka a mnie nie chce się za to zabrać. Za prace domowe to jeszcze ale za naukę i to jeszcze prawie 70 str to już nie... No ale niestety od poniedziałku czy chce czy nie bedę musiała się za to wziąć bo nie dam rady ogarnąć tego wszytskiego :-) Oj ten Natanek to biedny będzie :-) już w brzuszku u Mamusi musi się uczyć :-) Mam już podane terminy zjazdów na semsetr leni a więc jak dobrze pójdzie to tylko 3 razy nie pojawię się w szkole, czyli ostatni raz będę na zajęciach w połowie marca, nastepne wg planu mam akurat wtedy gdy planowany jest termin porodu, potem na początku maju a na te w połowie maja może już udałoby się pojechać :-) więc nie jest tak źle :-)

Łukasz pojechał przyprowadzić auto kolegi do domku bo kolega nie jest w stanie sam prowadzić a ja siedzę i własnie mam zamiar zabrać się za angielski :-)

piątek, 12 grudnia 2008

12.12.2008 - kłótnia

I kolejna kłótnia między mną a Łukaszem ale tym razem podczas tej kłótni padły bardzo raniące mnie słowa... Szczerze mówiąc kiedyś podczas jednej z kłótni zastanwiałam się dokąd jesteśmy w stanie posunąć się podczas kłótni i teraz już wiem że nie mamy żadnego hamulca, jesteśmy w stanie powiedzieć słowa, które ranią najbardziej i nawet po kłótni zostaną gdzieś głęboko we mnie... Już po kłótni jak Łukasz był w pracy poszłam na spacer, potrzebowałam samotności. Dużo wtedy myślałam i każda myśl sprowadzała się do Nas. Po moich policzkach łzy płynęły same, bez mojego pozwolenia. Dużo myślałam o tej kłótni, o jej powodach, o mnie, o Łukaszu, o Nas razem, o Maluszku. Nie doszłam do żadnych konkretnych wniosków. Jedyne co przyszło mi na myśl to, że Łukasz chyba wolałby żyć nieco inaczej, bawić się, szaleć a nie pracować, zarabiać na rodzinę. Niby to była Nasza wspólna decyzja ale czasem mam wrażenie że On tego żałuje. Że nie o takim życiu marzył. Ze mną jest inaczej. Ja też mam jakieś marzenia, plany ale Natan jest dla mnie najważniejszy, wiem, że reszta też się spełni tylko z czasem a jeśli chodzi o Łukasza on wolałby najpierw się wybawić a dopiero po 30 ustatkować. W życiu nie można mieć wszytskiego na raz, na wszytsko pryjdzie czas. Czasem mam wrażenie, że Łukaszowi wydaje się, że mnie jest tak łatwo ale to ja zastanawiam się co możemy kupić żeby pod koniec miesiąca mieć na najpotrzebniejsze rzeczy. Ciągle tylko słyszę że Mu wszytskiego zabraniam nawet jeździć autem do pracy bo to przecież 20 min dłużej snu a przecież On nie po to ma prawo jazdy żeby jeździć autobusem. Dziś nawet gdy powiedziałam że mamy jeszcze 4 miesiące żeby odłożyć na Małego usłyszałam, że On ma 4 miesiące żeby normalnie pożyć a potem będzie się martwił o wszytsko. Jemu się wydaje że ja jestem szczęśliwa siedząc w domu. Nie jest tak. Nie lubię być w 4 ścianach a nie wśród ludzi, lubię być czymś zajęta, komuś potrzebna. W stycznia będzie moja ostatnia wypłata, potem będzie ciężej bo będzie mniej pieniędzy ale co z tego. Mnie jest szkoda wydać 30 zł na bluzkę ciążową bo przyda się tylko jeszcze ok 5 miesięcy a Łukasz powie że przecież jemu też się coś od życia należy jak chce coś kupić. Podczas tego spaceru a raczej podczas powrotu myślałam czy jak wrócę to chce aby Lukasz mnie przytulił, pocałował i jedna część mnie bardzo tego pragnęła, chciała wyciąć poranek i przedpołudnie, zapomieć o wszytskim a druga część mnie, ta w której to wszytsko siedzie nie chciała tego, chciała być sama, bez żadnej rozmowy, przytulenia. I ta druga część zwyciężyła. Czemu najbardziej boli gdy ranią najbliżsi?

środa, 10 grudnia 2008

10.12.2008

Wszytsko płynie powoli z dnia na dzień :-) już połowa grudnia a wg USG to już 20 tc, czyli połowa :-) jestem taka szczęśliwa. We wtorek kolejna wizyta kontrolna u lekarza i kolejny raz posłucham bicia serduszka Maluszka :-) Za oknami pogoda nie do końca zimowa, śniegu brak ale dla mnie to lepiej :-) ah jak ja nie lubię zimy. Brzuszek rośnie :-) Synek tyje ale nie mamusia :-)
Siedzę w domku i bardzo się nudzę :-( brakuje mi pracy, kontaktu z ludźmi. Podziwiam ludzi, którzy cały czas siedzą w domach i są z tego zadowoleni, ja tak nie potrafię.
Niestety 8 grudnia przyjechała moja mama. Nie wiem jak to jest ale razem wytrzymujemy tylko 2 dni i właśnie dziś ten okres się skończył. Znowu zaczęły się kłótnie, głupie pretensje itd. Szczerze to mam dość i nie zamierzam siedzieć cicho. Ciągle słyszę, że robię problem tam gdzie go nie ma ale nie zamierzam siedzieć cicho, gdy ktoś zagraca mi dom. Ja potrzebuję przestrzeni a nie potykania się o wszystko. Zastanawiam się tylko czy problem jest we mnie czy w niej, że nie potrafimy się porozumieć. No ale cóż takie jest życie, ja wiecznie z drogi schodzić nie będę. Jak jej nie pasuje to niech wraca do siebie. Nie za bardzo chce się stresować bo wiem, że to szkodzi Maleństwu więc wg rad mojej koleżanki Marysi po prostu powiedz co masz powiedzieć, nie informuj o wszytskim, rób jak uważasz a jak nie rozumie Twojego zdania to i tak zrób po swojemu tylko tak żeby nie widziała :-)
Z Kociakiem świetnie Nam się układa :-) obydwoje staramy się nie kłócić o głupoty, rozmawiać o wszytskim i chyba wreszcie obydwoje zrozumieliśmy, że to że jedno ogląda telewizję a drugie czyta nie jest złe, tylko czasem mamy ochotę na coś innego :-)
W sobotę 6 grudnia poczułam pierwsze kopniaczki :-) takie bardzo delikatne ale jednak :-) może już niedługo Natanek zacznie kopać mocniej tak żeby Tatuś też poczuł :-) Więc dostałam wspaniały prezent na Mikołaja :-)