czwartek, 5 marca 2009

32 tc, po wizycie u lekarza

Tak jak pisałam dziś mieliśmy kolejną wizytę u ginekologa. Powiedział że źle nie jest. Macica jest już duża i bardzo wysoko. Przytyłam 3 kg :-( w związku z tym że ja uważam że dużo tyję lekarz kazał mi zapisywać co jem i ile a także ważyć się codzień rano i mierzyć ciśnienie raz dziennie przez 3 tygodnie do następnej wizyty i potem będziemy analizować dietę i ilość kalorii. W zasadzie jem tak jak przed ciążą ale tak jak lekarz powiedział teraz jestem mniej aktywna i więcej odpoczywam i to dlatego. Muszę tylko porównać wagę z wagi u lekarza do naszej. Poza tym rozwarcia nie ma, szyjka lekko skrócona więc dalej oszczędzający tryb życia czyli więcej leżenia. Muszę też zacząć brać żelazo, ponieważ pomimo tego, że biorę Feminatal to wyniki morfologii spadają bo dzidzia potrzebuje coraz więcej :-) Kolejna wizyta za 3 tygodnie.

Niestety nie mieliśmy dziś USG. Położna zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem i powiedziała że lekarzowi coś wypadło i musimy przełożyć na inny termin bo nie będzie lekarza cały dzień. Przełożyliśmy na za tydzień 12.03.2009 na 16.00 żeby Tatuś też mógł zobaczyć Córcię :-) Będzie to Nasze ostatnie USG, potem zobaczymy Niunię już na żywo.
  
32 tydzień ciąży :-) Mały Wielkolud Lenka w brzuszku Mamusi :-)

środa, 4 marca 2009

7 tygodni do porodu

Piękna wiosna powoli do nas przychodzi :-) za oknem nie ma już śniegu, zaczyna się sadzenie kwiatków, świeci słoneczko, może nie codziennie ale częściej niż  jeszcze 3 tygodnie temu, powietrze już takie wiosenne więc wiosna jest już blisko :-) ja niestety nie mogę sama iść na spacer bo nie mam na to siły i boję się sama wychodzić na dłużej niż 10 minut pieszo. Łukasz powiedział że jeśli w piątek też będzie ładnie to wyjdziemy na krótki spacer :-) jak zrobiło się cieplej to ja od razu mam jakiś taki inny humorek, lepszy :-) i inaczej patrzę na wiele spraw :-)

Wczoraj pierwszy raz spotkałam się z życzliwością ludzi dla kobiet w ciąży. Do tej pory zawsze szłam do kasy pierwszeństwa i niezależnie od protestów ludzi szłam na początek kolejki ale wczoraj nie mogłam tak zrobić bo musiałam zapłacić rachunki więc stanęłam na końcu kolejki, dość długiej i ostatnio osoba w kolejce powiedziała żebym nie czekała tylko przeszła na początek. Miłe to było :-) dziś rano również przepuszczono mnie w kolejce do kasy :-)

Lista wyprawkowa skróciła się do minimum, tzn do kupienia zostały tylko rzeczy z apteki. Reszta kupiona. Wczoraj przyszły 3 paczki, w tym również wózek. Jednak nie składamy go jeszcze. Poczekamy z tym do kwietnia, pewnie na początku Łukasz go złoży :-) Zdecydowaliśmy się na Coneco Toledo. Również z tej samej firmy mamy fotelik samochodowy :-) Teraz czeka mnie jeszcze pranie ubranek. Prasować nie będę. Nie lubię tego, nie prasuje nawet Naszych ubrań, chyba że są bardzo pogniecione choć częściej nastawiam łatwe prasowanie w pralce a potem suszę ubrania na wieszakach. Wiem, że powinnam ze względu na zarazki ale skoro Nasze ubrania nie są prasowane, łóżka też to i tak zarazki będą. Cieszę się że większość a raczej prawie wszytsko mamy już kupione ponieważ wcześniej bardzo bałam się że nie zdążymy z tym wszytskim. Teraz jestem o to troszkę spokojniejsza. Znowu dopadają mnie obawy.  Boję się porodu, tego bólu, bo nigdy nie byłam odporna na ból. Boję się nacięcia krocza, że potem nie będzie tak jak kiedyś z sexem... Że potem po powrocie do domu nie poradzę sobie z Maleństwem. Najbardziej chyba boję się kąpieli... Przecież takie Maleństwo jest bardzo kruche.  Boję się nieprzespanych nocy, tego że nie będę miała kiedy ugotować obiadu czy wziąć prysznica. Łukasz obiecał że będzie pomagał ale i tak trochę się boję. Boję się też sexu po porodzie. Że nie będzie taki jak kiedyś. Teraz w ciąży ze względu  na twardnienie brzuszka oraz na niskie ułożenie Niuni mamy pewne dość duże ograniczenia. Boję się że potem będzie bolało i nie będzie tak jak przed ciążą. Boję się też że nie będziemy mieli czasu tylko dla siebie, dlatego bardzo chciałabym teraz jeszcze przed porodem wykorzystać ten czas tak do końca, wyjść gdzieś we dwoje np. na spacer czy do jakiejś restauracji, pójść do kina bo potem długo nie będziemy mieli takiej możliwości. Wiem, że potem będą inne możliwości czyli wyjścia na spacerki we trójkę i już nie mogę się tego doczekać ale teraz chciałabym skorzystać z tego, z czego potem sdośc długo nie będę mogła :-) Na moim brzuchu pojawiły się pierwsze rozstępy. Widocznie oliwka nie daje już rady. Zresztą nic dziwnego bo obwód brzuszka to 115 cm. Pępek też jest już coraz bliższy  wypchnięcia. Kupiliśmy krem na rozstępy dla kobiet w ciąży Mama Perfecta firmy Dax Cosmetics. Kiedyś, w okresie dojrzewania stosowałam krem na rozstępy z tej firmy i pomagał, rozstępy robiły się mniejsze, bardziej płytkie i jaśniejsze. Mam nadzieję że teraz też będzię skuteczny. Na razie nowych rozstępów brak a Łukasz mówi że te co są nie są już takie czerwone. Nie wiem ile teraz ważę, jutro się dowiem. Pewnie jak mały wielorybek :-) no cóż  czy jem słodycze czy nie i tak tyję tyle samo ale bez tych słodyczy te kilogramy są przynajmniej zdrowsze :-) Mam nadzieję że schudnę po ciąży i nie będę czuła się i wyglądała jak słonik. Mam pytanie do doświadczonych już mam: co zrobić aby ta rozciągnięta skóra ładnie i szybko wchłaniała się po porodzie? Wystarczy smarować kremem na roztępy np tym co teraz czy musi być jakiś inny krem? Powinnam nosić jakiś pas czy majtki obciskające?  Błagam pomóżcie :-) Pewnie nie zmieszczę się w spodnie sprzed ciąży bo byly one dość szczupłe i obcisłe a teraz mam dość szerokie biodra, najwyżej będziemy musieli kupić nieco większe spodnie :-) Kupiłam wczoraj pierwszy zakup na po porodzie dla mnie :-) Piżamkę w rozmiarze nieco większym niż nosiłam przed ciążą ale i tak w mniejszym niż teraz :-) Jest coś, co rekompensuje mi te wszystkie niedogodności - wiercenie się Niuni w moim brzuszku :-) uwielbiam to :-) teraz Lenka ma już tyle siły że kopiąc albo uderzając raczką robi górki na moim brzuszku :-) Lubię czas gdy Łukasz takim kochanym wzrokiem na to patrzy :-) Uwielbiam też momenty takie jak dziś rano. Ja leżałam na prawym boku, Lenka kopała a w każdym razie wiercila się wybrzuszając mój lewy bok a Łukasz leżał obok patrząc na to wszytsko, później położył ręką na brzuszku a Niunia pukała w rączkę Tatusia :-) Te właśnie chwile wynagradzają mi rozstępy, brak siły, ból obręczy biodrowej i spojenia łonowego :-) Jutro idziemy na kontrolę do lekarza i na USG. Idziemy razem popatrzeć na Nasz maleńki Skarb :-) Miejmy nadzieję że tym razem mały Łobuziak da wszystko zmierzyć a może nawet zrobić jakieś zdjęcia :-) Trzymajcie kciuki na badanie i USG :-)

czwartek, 26 lutego 2009

26.02.2009

W sobotę miałam ostatni egzamin i tak jak myślałam nie udało się go zaliczyć. Cała grupa nie zaliczyła więc wszyscy mamy porawkę. Dobre jest to że wszyscy to będzie nam raźniej :-) Od soboty mam zamiar wziąć się za naukę meteorologii. Będę miała na to 2 tygodnie i mam nadzieję że tym razem się uda :-)

Mamy już wszytskie ubranka dla Małej :-) Są ułożone w komodzie a reszta większych takich do pół roczku spakowana w worki i leży i czeka w szafie :-) Od 36 tygodnia mam zamiar wziąć się za pranie :-) Proszek już czeka kupiony na wykorzystanie :-) Dziś zamówiłam laktator, buteleczki, smoczki uspokajające, aspirator, prześcieradło na przewijak i nożyczki. Powoli lista wyprawkowa robi się coraz krótsza. W przyszłym tygodniu mamy zamiar zamówić wózek. Typem jest Coneco Toledo. Co o nim sądzicie? Dla mnie ważne jest żeby nie był zbyt ciężki a ten waży 14 kg a nie 18 jak poprzedni upatrzony przez Nas.
 
 

Zostają jeszcze kosmetyki i koszule dla mnie no i wszystko z apteki. W poniedziałek zaczęliśmy zajęcia w Szkole Rodzenia. Będziemy tam chodzić praktycznie do porodu. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu. Jest ciekawie, położna wszytsko cierpliwie tłumaczy :-)

Czekam z ustęsknieniem na wiosnę bo ciężko już samej wiązać buty. Może juz niedługo :-) U Nas w zasadzie nic ciekawe się nie dzieje. Wcześniej nauka, zapalenie ucha i przeziębienie Łukasza, teraz troszkę odpoczynku a więc kompletowanie wyprawki a od soboty znowu nauka. Może po tym egzaminie w końcu odpocznę :-) Muszę pochwalić Naszego psa. Z prawdziwego łobuza który robił co chciał Nasza suczka zrobiła sie bardzo grzecznym psem. Słucha, nie ucieka, nie szczeka gdy mówimy żeby tego nie robiła, nie wchodzi na łóżka i do kuchni. Jest naprawde grzeczna.

Uciekam i proszę o opinie na temat wózeczka :-)

poniedziałek, 16 lutego 2009

Walentynki || 30 tygodni 2 w 1

W sobotę były Walentynki :-) Nasze trzecie wspólne Walentynki :-) i drugie już spędzone w domku ale najważniejsze że razem :-) Pierwszy raz musieliśmy zostać w domku w pierwsze wspólne Walentynki. Byłam wtedy 2 tygodnie po operacji kolanka i nie mogłam chodzić. Były to Walentynki spędzone bardziej na leżąco :-) było miło i przytulaśnie :-) w zeszłym roku wyszliśmy na kolację do restauracji :-) było nastrojowo i romantycznie :-) w tym roku również mieliśmy iść gdzieś na kolację ale Łukasz przez cały tydzień był na zwolnieniu z powodu choroby, ja miałam zapalenie ucha i woleliśmy zostać w domku. W końcu tyle jeszcze Walentynek przed Nami :-) wieczorkiem położyliśmy się przed TV z chipsami i piciem i oglądaliśmy filmek :-) ja w między czasie zrobiłam się obolała i nie mogłam sobie znaleźć miejsca więc zaczęłam się kręcić. Kociak dostał ode mnie kubek walentynkowy a ja od Kociaka różę i czekoladki w kształcie serca :-) Kubek oczywiście został zabrany do pracy żeby przypominał Łukaszowi o Nas :-) I były to Nasze pierwsze Walentynki z małym mieszkańcem mojego brzuszka :-)

Już 30 tygodni Lenka jest w moim brzuszku :-) Jak ten czas leci :-) Powiem szczerze że już nie mogę się doczekać jak ta malutka Kruszynka będzie mogła leżeć obok mnie, jak będę mogła ją tulić, całować, kołysać na rączkach, wychodzić na spacerki :-) Jeszcze tylko troszkę ponad 2 miesiące i już Niunia nie będzie połączona pępowiną ze mną.  W ciągu 30 tygodni przytyłam 13 kg, obwód brzuszka to 108 cm. Czuję się jak wieloryb. Jest mi ciężko, szybko się męczę. Nie mogę długo stać ani być w jednej pozycji bo od razu wszytsko zaczyna mnie boleć. Czuję się taka ogromna. Czasem jeszcze twardnieje mi brzuszek, albo po prostu zaczyna boleć, jak np gotuję obiad albo tak jak wczoraj wieczorem zmywałam. Zaczyna też boleć jak jesteśmy na zakupach i pochodzę troszkę po sklepie. Nie jest to jakiś ogromny ból ale czuję takie napięcie brzuszka. Cieszę się że w marketach są kasy pierwszeństwa dla kobiet w ciąży bo w takiej normalnej, w której w kolejce czeka się około 20 czy 30 min to nie dałabym rady stać. Wczoraj jak zwykle podeszliśmy do kasy pierwszeństwa w ktorej oczywiście ludzie młodzi, którzy tego pierwszeństwa nie potrzebują i ja nie pytając nikogo czy mogę podejśc do przodu poszłam od razu do pani kasjerki, pani oczywiście przeprosiła pana stojącego na początku kolejki i zaczęła mnie obsługiwać a tam pani stojąca nieco dalej oburzyła się że ona też jest w ciąży a musi czekać. Powiem szczerze że nie zauważyłam że pani również miała brzuszek. Pani kasjerka odpowiedziała pani w ciąży że trzeba się pokazać i od razu przechodzić na początek kolejki. Lekarz, który leczy mnie praktycznie od zawsze i w razie jakiegoś zdrowotnego problemu zawsze pomoże, kazał odstawić Fenoterol i leki wspomagające go i zacząć brać leki homeopatyczne. Powiedział że w moim przypadku to będzie bardziej skuteczne a Fenoterol może wywołać odwrotną reakcję. Wierzymy Mu bo to On najlepiej zna mój organizm i nie raz już wyciągał mnie z niezłych chorób. Tak więc biorę leki homeopatyczne i mam odpoczywać. Ale to odpoczywanie zaczyna być nieco uciążliwe. Nie mogę sama odkurzyć czy umyć podłóg, muszę o to prosić Łukasza a On tak bardzo nie lubi sprzątać. Gdy dla mnie jest już brudno, On uważa że jest jeszcze czysto. Gdy ja już dostaję szału od sierści psa i piasku to Łukasz wtedy dopiero zaczyna uważać że jest brudno. Nie mogę też sama iść na zakupy, bo nie mogę dźwigać. Łukasz jest dzielny i pomaga mi. Stara się jak może. Wiem że nie lubi zmywać a czsem to robi, odkurza, chodzi sam na zakupy i już nie jest tak jak kiedyś że On nie wie jaką wędlinę ma kupić tylko kupuje to co ja zawsze, wychodzi z psem na dwór i nie marudzi przy tym jak kiedyś :-) :* Wiąże mi buty bo mnie jest ciężko schylić się z powodu dużego brzucha a ukucnąć nie mogę z powodu kolana. Brakuje mi też sexu... Niestety z powodu twardnienia brzuszka nie możemy. Boję się że potem jak już urodzę nie będziemy mieli czasu dla siebie bo taki dzidziuś jest przecież bardzo absorbujący... Kociak pociesza mnie że potem na pewno sobie odbijemy. Mam nadzieję :-) Na  prawdę ten mój Kociak jest bardzo ale to bardzo dzielny i bardzo się stara :-) Wiem że jest to dla Niego dziwne i nowe, ponieważ u Niego w domu zawsze było tak że to kobieta robiła wszystko a facet tylko pracował a w domu nie robił nic poza odpoczynkiem. Jestem z Niego ogromnie dumna :-) :* ogromna buźka dla Ciebie za to Kochanie :*  Przyzwyczaił się już do tego że będziemy mieli Córkę. Często mówi do mnie  i brzuszka:"Moje Dziewczyny Kocham Was" Całując przy tym i mnie i brzuszek. Często też mówi do Lenki a jak widzi że Maleńka rusza się w brzuszku to tak szybko bije Mu serduszko :-) Jak kupowaliśmy ubranka to On pierwszy był do wybierania ubranek dla małej kobietki :-) i co z tego że buciki były na 9 miesięcy ale były to słodkie różowe kozaczki, akurat na następną zimę :-) Jak skręcał łóżeczko to był taki dumny :-) uwielbiam jak mówi że będzie wychodzi z córką na spacery, oglądał z Nią bajki i uczył gdzie jest oczko a gdzie nosek :-)  A Niunia ma już coraz mniej miejsca w moim brzuszku. Nie kopie tak jak 2 czy 3 tygodnie temu, teraz bardziej się kręci i przeciąga robiąc górki raz z jednej a raz z drugiej strony mojego brzuszka. Jej ruchy czasem sprawiają mi ból. Jak w zeszłym tygodniu miałam zapalenie lewego ucha to najwygodniej było mi leżeć właśnie na tym uchu, ponieważ wtedy najmniej mniej bolało. Niestety Nasza mała Panna nie chciała leżeć tak jak ja i nacierała nóżkami na mój lewy bok, sprawiając mi tym ogromny ból. Po woli wszystko zaczyna być gotowe na przyjście na świat Naszego Maleństwa. Łóżeczko już stoi, pościel kupiona, ubranka w sumie już też, czekamy jeszcze tylko na 2 paczki, wózek wybrany, trzeba jeszcze tylko zamówić, staniki do karmienia kupione, kosmetyka dla Niuni zapisane na kartce, do kupienia podczas co tygodniowych zakupów. Ja jeszcze nie mam koszul ani piżam więc trzeba będzie się wybrać na zakupy. Szpital wybrany. W sobotę mam ostatni egzamin więc od przyszlego tygodnia jak już dostaniemy te 2 paczki będę mogła przejrzeć ubranka, podzielić je na mniejsze i większe bo kupowaliśmy tak do 68 i zacząć pranie.
 
A oto ja z Lenka w wersji 2 w 1 :-)
30 tc (16.02.2009)

A teraz zabawa, do której zostałam zaproszona przez Sarę i Edytę. Nie przepadam za takimi zabawami tak jak za łańcuszkami no ale ok :-)
4 miejsca w których mieszkałam:
*domek bliźniak
*Londyn
*mieszkanie w którym obecnie mieszkamy :-)

4 miejsca które zwiedzałam:
*Londyn
*Góry Stołowe
*Praga
*wiele ciekawych miejsc w  okolicy naszego miasta

4 miejsca w których chciałabym się teraz znaleźć:
*ramiona Kociaka, wtedy czuję się taka bezpieczna

4 zawody które wykonywałam:
*opiekunka do dzieci
*sekretarka medyczna
*kelnerka w Coffee Shopie

4 ulubione seriale/filmy:
*"Pierwsza miłość"
*"M jak miłość"
*"Samo życie"
* wiele filmów i bajek

4 ulubione książki:
* lubię i czytam wiele książek

4 ulubione potrawy:
*pizza domowej roboty
*kebab
*kanapki z opiekacza
*kotlety schabowe z kurczaka z frytkami
4 rzeczy które robię w Internecie:
*blogi
*Nasza Klasa
*gadu-gadu
*poczta

4 potrawy których nigdy nie zjem:
*flaki
*wołowina
*czarnina

4 osoby które zapraszam do gry:
*Oliwia
*reszta osób już wypełniła grę :-)

środa, 11 lutego 2009

Wizyta u lekarza

Egzaminy już prawie zaliczone, został jeszcze tylko jeden. Obydwoje z Łukaszem się rozchorowaliśmy. Łukasz ma zwolnienie do końca tygodnia a ja się trzymałam, brałam kropelki homeopatyczne ale dziś w nocy bardzo zaczęło mnie boleć uszko i gardło. Teraz jest już lepiej, zobaczymy co będzie do wieczora. Jeżeli nadal będzie bolało to pojedziemy do lekarza.

Wczoraj byliśmy u ginekologa na kontroli. Rozwarcia brak, z szyjką też jest w porządku tylko czasem twardnieje mi brzuszek, nie często, ok. 3 razy na dobę. Przechodzi jak poleżę. Jednak mimo tego dostałam Fenoterol 6 x 1/2 tabletki (nawet w nocy), Aspargin 1 x 2 tabletki i Isoptin 2 x 1 tabletka. Dziś gdy jeszcze nie miałam Isoptinu po porannej dawce czułam się fatalnie, bolało mnie serduszko, czułam ucisk na klatce piersiowej. Łukasz rano pojechał po receptę i do apteki i już czuję się lepiej. Mam też jak najwięcej odpoczywać i leżeć. Dlatego Łukasz gania mnie do łóżka :-) Po lekach brzuszek wreszcie zrobił się miękki. Tylko to serduszko i trzęsące się ręce. Jakbym wypiła nie wiem ile alkoholu :-( ale dla Lenki zniosę wszystko.

Maleńka szaleje w brzuszku :-) uwielbiam patrzeć jak ten mój brzuszek się rusza, faluje, wybrzusza z jednej strony a jak kładę rękę to Maleńka zaczyna tam kopać :-) Nie zapomnę zdzwienia Łukasza jak mówił i przytulał się do brzuszka a tu nagle Lenka przywitała się z Tatą :-) Jego minka była cudowna a jak Mu biło serduszko :-) Moje dwa Skarby :-) Wreszcie też zaczęliśmy zakupy dla Niuni. W niedzielę kupiliśmy trochę ubranek w sklepie, wczraj łóżeczko i wszytsko do łóżeczka, Łukasz skręcił łóżeczko i już pięknie stoi na swoim miejscu :-) Może jeszcze dokupimy jakąś malutka komodę bo Nam obydwojgu pasuje koło łóżeczka :-) Zamówiliśmy tez  trochę ubranek na allegro więc czekamy na paczki :-) i zakupy ubrankowo - łóżeczkowe mamy już z głowy :-) zostają jeszcze zakupy wózkowe i pielęgnacyjne oraz dla mnie :-) Nadal mam obawy czy to nie za wcześnie ale to już 29 tc czyli 7 miesiąc. Za 3 tygodnie kontrola u lekarza i kolejne USG.

Uciekam do łóżeczka :-) odezwę się jak ból uszka przejdzie i organizm przyzwyczai się do leków, czyli rączki nie będą się trzęsły i serduszko waliło jak szalone.

czwartek, 29 stycznia 2009

Po USG

Dziś mieliśmy kontrolne USG żeby sprawdzić czy Maleństwo prawidłowo się rozwija. Pojechaliśmy na wyznaczoną godzinkę razem ale okazało się że lekarz miał jakąś operację w szpitalu i możemy albo zaczekać albo umówić się na inna godzinkę. Inny termin nie wchodził w grę ponieważ kontrolne USG miało być wykonane za 2 tygodnie. Tak więc umówiłam się na 14.50. Niestety bez Łukasza bo od 14 musiał być w pracy. Obydwoje bardzo żałujemy że nie mógł pójść ze mną i popatrzeć na Maleństwo. Podczas USG okazało się że dzidzia ładnie rośnie i dogoniła w czasie tych 2 tygodni wszystkie wymiary i wsztsko zgadza się z 27 tc. Dziś USG również było trudne do wykonania bo Maleństwo schowało główkę na moje biodro i tylko na samym początku można było zmierzyć obwód głowki, później lekarz chciał ponownie sprawdzić główkę ale już nie dało rady bo zza mojego biodra wystwał tylko nosek i usteczka :-) Już wiadomo czemu tak bardzo bolą mnie biodra i cała lewa noga oraz kręgosłup między biodrami :-) Więc dziś również zdjęć brak :-) Maleństwo ładnie się kręci i jest bardzo ruchliwe wg lekarza ponieaż cały czas pukało rączką albo nóżka z miejsce gdzie On jeździł głowicą :-) Na pytanie o zdjęcia lekarz powiedział że zrobimy je do bólu po porodzie bo Maleństwo woli się chować i trzeba Go szukać :-) A teraz na koniec najważniejsze: Maleństwo ładnie rozłożyło nóżki (leżało główką w dół) i lekarz powiedział że daje sobie obciąć głowę że Natanek to dziewczynka. Powiem szczerze że byłam w szoku :-) choć mnie od początku wydawało się że dzidzia będzie dziewczynką to jakoś od 13 tc przyzwyczaiłam sie do myśli że noszę w sobie synka a tu dziś taki szok. Na moje pytanie że na pierwszym USG lekarz powiedział że;"Coś dynda między nóżkami" usłyszłam, że u niego dwa razy w 13 tc coś dyndało między nóżkami i ma dwóch synów a u Nas widocznie była to łechtaczka :-) Łukasz jest w szoku, ponieważ przyzwyczaił się do myśli że bedzie miał Syna. Wyobrażał sobie jak będzie chodził z Nim na spacery, grał w piłkę, majsterkował przy aucie czy bawił się samochodzikami. jak zadzwoniłam do Niego żeby powiedzieć że to jednak dziewczynka głosik miał taki dziwny, zdziwiony. Mówi że się cieszy ale musi się przyzwyczaić do myśli że ma Córkę :-)  A ja cieszę się że Maleństwo niezależnie od płci jest zdrowe, urosło dość znacznie przez te 2 tygodnie i nie ma żadnych wad. Waży już ponad 1 kg :-) Moja Kruszynka :* Nie ważne czy będzie Synek czy Córka, ważne żeby było zdrowe :-) Mój malutki Skarbek w moim brzuszku :-) Kocham każdego Twoje kopniaczka i nawet ten ból bioder i kręgosłupa zniosę dla Ciebie :*

poniedziałek, 26 stycznia 2009

26.01.2009

Dawno mnie tu nie było :-) a wszystko to przez egzaminy, szkołę i zmiany w domku :-) Wreszcie urządzamy mieszkanko pod maluszka :-) Kupiliśmy jeszcze jedną komodę, 2 kupiliśmy jakoś na samym początku ciąży. Z powodu małej ilości wolnej przestrzeni zrezygnowaliśmy z materaca na rzecz kanapy. Śpi się owszem dobrze, Łukasz mówi że nawet się wyspał ale miejsca jakoś mało na tej kanapie :-) na materacu było 160 cm a teraz tylko 120 i ciężko się przyzwyczaić do mniejszej powierzchni spania. Kanapa już stoi, komody, które mieliśmy też, wystrój w akwarium zmieniony choć rybki od soboty pływają w wannie :-) Nowa  komoda prawie skręcona, Łukasz musi jeszcze szuflady przykręcić. A w pokoju zrobiło się nagle tyle wolnego miejsca :-) A właśnie co do komody to zdarzają się jeszcze mili ludzie :-) Jak pojechaliśmy kupić komodę to Pan sprzedawca nie dał Nam jej wziąć bo następnego dnia była o 100 zł tańsza. Pan powiedział że sam ma córeczkę i wie że takie Maleństwo to wydatek i że przydają się każde pieniądze. Powiedział też żebysmy przyjechali rano, na otwarcie bo takie komody jak My chcemy są tylko 3 :-) Miejsce na łóżeczko stoi na razie puste ale jakoś w marcu kupimy już pewnie łóżeczko a Tatuś znowu będzie miał co skręcać. Po zakończeniu egzaminów wybieramy sie też do Szkoły Rodzenia i pewnie zaczniemy robić pierwsze zakupy dla Natanka bo jak narazie nie mamy nic, no może 2 pary skarpetek taki malutkich :-) Ale porządki w domku powoli są, ustawiamy tak żeby wszystko się zmieściło i żeby się o nic nie obijać także jakieś przygotowania już się zaczynają. A Łukasz jest bardzo dzielny bo sam wszystko przestawia, skręca i porządkuje. Jestem z Niego ogromnie dumna bo bardzo się stara a wiem że nie jest do tego przyzwyczajony. Pomaga mi jak tylko może i już nie jest tak jak kiedyś że zawsze słyszłam "Później".  Teraz sam chce mi pomóc przysprzątaniu, nie daje nosić zakupów czy wyciągać się jak trzeba coś wstawić wysoko.

W czwartek idziemy na kontrolne USG. Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze i że Niunio będzie bardziej przyjaźnie do Nas nastawiony i pozwoli się pomierzyć i że dostaniemy zdjęcia :-) idziemy razem tak jak poprzednio więc Tatuś znowu zobaczy swojego Synka :-) Trzymajcie kciuki :-)

Mam za sobą już 4 egzaminy z 14 więc nie jest tak źle. Jeszcze tylko 10 :-) Mam też podany plan na semestr letni i powiem szczerze że się przeraziłam. Dużo zajęć, często do późna, do 18.30 najczęściej ale do 20 czy po 20 również. Bardzo przeraża mnie to że akurat na Nasz  termin porodu przypadają praktycznie ostatnie 4 zjazdy a więc na dobrą sprawę końcówka czyli zaliczenia i pierwsze egzaminy. Moja grupa obiecała przesyłać skany i notatki z zajęć. Może w sobotę uda mi się porozmawiać z dziekanem bo bardzo nie chce brać urlopu dziekańskiego, chcę wszystko pozaliczać z moją grupą. Zobaczymy też jak wykładowcy do tego podejdą i czy nie będą utrudniać np z powodu nieobecności czy innych niż grupa terminów zaliczeń. Ja wiem że dam radę, może nie w terminie jak to zwykle bywa ale nieco później np w lipcu czy coś pewnie zostanie mi na wrzesień czy początek października ale dam radę. Ale wiele też będzie zależało od podejścia dziekana i wykładowców a dwóch z nich to w przyszłym semestrze księża a ja jakoś za nimi nie przepadam...

Moje samopoczucie ogólnie jest dobre :-) mam spore problemy ze spaniem bo bolą mnie biodra i ciągle się wiercę bo jest mi nie wygodnie. Brzuszek coraz większy a mnie coraz mniej wygodnie spać w nocy. Drętwieją mi łydki, kręgosłup w nocy boli bardziej niż w dzień. Jeszcze wcześniej śpiąc na materacu rano czasem miałam problemy ze wstaniem właśnie z powodu bólu pleców. Teraz na kanapie jest nieco lepiej. Dodatkowo ciężko już mi wiązać buty. Bardzo współczuję ludziom z brzuszkami a co za tym idzie z nadwagą bo ciężko się zgiąć, zawiązać buty, obciąć paznokcie u stóp. W związku z tymi 10 kg więcej staram się nie jeść słodyczy, białego pieczywa. Zobaczymy jak tam waga teraz będzie szła choć podobno teraz przyrost wagi może być największy a pod koniec już praktycznie się nie tyje. No cóż mały słonik się ze mnie robi :-) Boję się że skóra na brzuchu po ciąży zostanie rozciągnięta i taka nie ładna, że się nie wchłonie. Smaruję ją oliwką bo podobno ma za zadanie uelasyczniać skórę ale czym potem smarować żeby skóra się wchłaniała a brzuszek robił płaski? Nowych rozstępów na razie brak :-) Może tak zostanie? Są tylko te z okresu dojrzewania. Oczywiście często panikuję że Mały za mało się rusza i oczywiście zadręczam tym Łukasza. Ale przecież każdy ma gorszy dzień albo woli poleniuchować. Natan pewnie też. W każdym razie rusza się, kopie i przeciąga się a ja wiem że On tam jest :-) i bardzo to lubię :-) Lubię też a wręcz uwielbiam jak Tatuś rozmawia z Synkiem jeszcze w Maminym brzuszku :-) To takie cudowne jak się z Nim wita i całuje mój brzuszek :-) Kocham Was moje Skarby :*

Powiem szczerze że nie wiem za bardzo ile i co powinno znaleźć się w wyprawce. Znalazłam kilka stron w internecie ale bardzo proszę Was o rady :-) chodzi mi zarówno o rzeczy dla dziecka jak i dla mnie :-)

Jak znajdę troszkę czasu o dodam aktualne zdjęcia :-)

czwartek, 15 stycznia 2009

Drugie USG || Co z tą Polską?

Dziś mieliśmy drugie genetyczne USG. Nasz Maluszek jak zwykle pokazał Nam jaki jest wstydliwy i odwrócił się do Nas i do Pana Doktora pleckami tak że wszyscy mogliśmy podziwiać Jego kręgosłupik :-) Całe USG trwało ok 30 min. Niestety z powodu złego ułożenia Maluszka nie można Go było dokładnie zmierzyć. Dodatkowo wyszły pewne rozbieżności w Jego wielkości bo wg USG długość ciąży waha się od 22 do 25 tygodni. Lekarz powiedział że może być to spowodowane Jego złym ułożeniem już podczas drugiego USG. Przez co mógł być źle zmierzony. W każdym razie długość ciąży wskazana przez suwaczek nie jest prawidłowa. Jesteśmy ok 2 tygodnie mniej 2 w 1. Zobaczyliśmy mózg Maluszka, posłuchaliśmy i pooglądaliśmy serduszko w Dopplerze i zobaczyliśmy to co dało się zobaczyć. Maluszek waży ok 680 g, czyli jak na te około 23 tygodnie ciąży jest spory. Niestety przez to ułożenie za 2 tygodnie jesteśmy umówieni na powtórne USG aby wszystko ponownie pomierzyć i sprawdzić czy te rozbieżności w pomiarach spowodowane są jak do tej pory złym ułożeniem czy coś się dzieje. Nie mamy żadnych zdjęć z dziś bo nie dało rady ich zrobić. Nawet nie mogliśmy pooglądać Niunia w 3/4d :-( Może za 2 tygodnie Nasz Wstydzioszek pokaże Nam to co powinien mieć dobrze zmierzone i dostaniemy wtedy nagranie i zdjęcia w 3/4d na płycie. Zobaczymy. Cieszę się bardzo że udało Nam się być obydwojgu na tym badaniu bo bardzo chciałam aby Łukasz też zobaczył Natanka jeszcze przed porodem. Może za 2 tygodnie też uda się Nam pójść razem. W badaniu ginekologicznym wszystko w porządku, możemy chodzić na ćwieczenia w Szkole Rodzenia. Z szyjką też się trochę uspokoiło. Jednak mogę odczuwać ból podczas sexu, ponieważ mam nisko ułożoną macicę od zawsze a teraz gdy Maluszek jest we mnie to na nią napiera więc boleć może. Na wadze przytyłam 10 kg od początku ciąży. Uważam że to sporo. No ale Mały wagowo też hest spory. Moim marzeniem było przytyć ok 12 kg w ciągu całej ciąży żeby potem szybko to zrzucić i wrócić do swojej wagi a tu zostały jeszcze 4 miesiące. Eh czego sie nie robi dla tej malutkiej Kruszynki w moikm brzuszku :-) ale postaram się nie pochłaniać takiej ilości słodyczy bo to pewnie przez to tak tyję. Będę jadła wartościowe rzeczy a nie puste kalorie i zobaczymy ile jeszcze przytyję do końca ciąży :-)
***
Jestem zła trochę na rosnące ceny i nie mam na myśli tylko cen w sklepach. Jeszcze miesiąc temu gdy byłam u ginekolga wizyta kosztowała 70 zł a dziś już 90. I za co? Za to że ginekolog przez 5 minut porozmawia z pacjentką, sprawdzi czy wszytsko jest ok i koniec? To ile trwa taka wizyta? 10 minut? To i tak długo. Czasem jak czekam na poczekalni mam wrażenie że wszytsko idzie na ilość a nie na jakość. Tyle mówi się o lepszej opiece kobiet w ciąży i chyba tylko na mówieniu się kończy. Bo dostać się do ginekologa na Fundusz graniczy praktycznie z cudem. Chcąc zapisać się w 7 tc powiedziano mi że najbliższe terminy są na styczeń albo jak coś się zwolni to ewentualnie może grudzień. Przecież to się w głowie nie mieści. Za USG genetyczne zapłaciliśmy dziś 250 zł gdzie jeszcze pod koniec października płaciliśmy 200 zł i widziałam Maluszka w 3/4d i dostałam płytę ze zdjęciami i filmem. Teraz niby było więcej pomiarów ale to podobno 3/4d jest tak drogie więc czemu? Bo są ogólne podwyżki i ktoś musi zarobić na rachunki pana Doktora? Coraz poważniej zaczynam się zastanawiać nad zmianą lekarza na tego, który wykonuje Nam USG. Też trzeba będzie płacić ale przynajmniej pracuje w tym szpitalu w którym chcemy rodzić. I co z tego że z tytułu urodzenia dziecka kobiecie należy się 1000 zł becikowego jak rzeczy dal Maleństwa trzeba kupić wcześniej. Zresztą ten 1000 zł to kropla w morzu potrzeb zakupowych dla noworodka. Owszem można kupić rzeczy używane takie jak wózek, łóżeczko i wiele innych ale ceny w komiasach są takie same jak nowych na allegro, więc czy jest sens? Dodatko wkurza mnie cały ten bezsensowny system. W listopadzie dostaliśmy powyżkę czynszu a w grudniu drugą bo przecież ceny ogrzewania wzrosły. Tylko nikt nie bierze pod uwagę tego że ogrzewanie w Płocku jest skutkiem ubocznym tego że jest Orlen. I za co my, mieszkańcy mamy płacić? Za to że Orlen i tak produkuje paliwa i ropę? O innych podwyżkach nawet nie chce mi się myśleć. Wystarczy zresztą wejść do sklepu. Zwykły chleb w osiedlowym sklepiku kosztuje 1,85 zł gdzie taki sam w nieco większym sklepie można kupić za 1,30 zł. O cenach żywnosci nawet nie ma co wspominac bo te każdy zna. Co się dzieje z Naszym krajem, z Polską? Rząd za 3 lata chce wprowadzić Euro i twierdzi że te podwyżki muszą być abyśmy przyzwyczaili się do cen europejskich. Ale czy ktoś zapytał Nas Polaków czy My chcemy Euro? Nie bo po co. Przecież tak była zawarta umowa pomiędzy Polską a UE więc Euro musi być czy tego chcemy czy nie. Tyle też mówi się o dobrym wykształceniu Polaków. Ale co z tego że wydają oni mnóstwo pieniędzy na naukę, bo kogo w obecnych czasach stać na to aby się uczyć dziennie i pozbawiać się źródła dochodu, jak i tak po zdobyciu wykształcenia nie znajdą pracy w swoim zawodzie. Ja na przykład mogę pomarzyć o pracy nauczycielki geografii bo nie mam na to szans. Zresztą w moim mieście jest dośc duże ukryte bezrobocie i o pracę ciężko. Jestem przerażona jak to będzie jak będę chciała pójśc do pracy jak Natanek będzie nieco większy... Tak więc ceny i opłaty rosną dość szybko tylko dlaczego tak szybko nie rosną pensje? Czy w Polsce nie da się w sposób uczciwy zarobić? Czy trzeba kraść aby mieć pieniądze? Ja rozumiem że życie jest sztuką wyborów ale czemu często ludzie pracujący za najniższą krajową muszą wybierać czy wolą kupić jedzenie czy np. nowe buty dla dziecka bo z poprzednich wyrosło? Jest to przykre, nawet bardzo. Ale przecież tyle się słyszy od Rządu że jest lepiej i będzie jeszcze lepiej i gdzie to jest? Bo ja tego nie widzę. UE miała tyle zmienić, potem nowy Rząd czy Prezydent a zmiany są owszem na gorsze. Może rzeczywiście lepiej uciekać z tego chorego kraju? Tylk co ja na to poradzę że kocham Polskę i bardzo chciałabym abyśmy to tu zostali, pracowali za normalne, godne wynagrodzenia a Natan i kiedyś w przyszłości Jego rodzeństwo dorastali w kraju swoich przodków. Czy uda Nam się to? Zobaczymy ale powiem szczerze że jesteśmy coraz bardziej zdesperowani.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

12.01.2009

Pomimo braku chęci i jakiejś większej mobilizacji wzięłam się w końcu o nauki i tak wszytsko już mam narysowane, angielski nauczony, osadnictwo w trakcie i meteorologia czeka na swoją kolej :-) Jakoś pomogły mi w tym słowa Łukasza że to zawsze ja Jemu mówiłam że nie potrafi sobie zorganizować czasu i ciągle wszytsko odkłada przez co z niczym się nie wyrabia a teraz ja robię tak samo. Pomogło i we wtorek w zeszłym tygodniu zaczęłam coś robić :-) i są już efekty :-)

W piątek poszłam na zakupy, niby blisko i tylko po kilka rzeczy ale troszkę się tego nazbierało i jak to wszystko spakowałam to okazało się że są to 2 dość ciężkie torby. Przyniosłam wszystko do domku i tak rozbolał mnie brzuszek że już nic więcej nie zrobiłam. Leżałam i czytałam angielski ewentualnie coś tam oglądałam. Myślałam że to może skurcze bo bolało w jakiś odstępach czasu i nawet Łukasz miał jechać kupić no spę ale postanowiliśmy jeszcze troszkę poczekać. Obiadek podgrzał Łukasz, co sprawiło że jestem w Niego ogromnie dumna bo zazwyczaj nie chce przygotowywać jedzonka no chyba że razem robimy pizzę czy zapiekanki to wtedy kroi razem ze mną :-) A ja przeleżałam cały dzień.

W sobotę już nie bolało. Myślę że nadciągnęłam lub nadwerężyłam sobie jakis mięsień tymi zakupami. W sobotę Kociak posprzątał cały domek i tylko raz mieliśmy spięcie na tym punkcie tzn mnie cos tam nie pasowało a Łukasz mówił że On to zrobił dobrze :-) Pominę fakt że zeszło Mu się z tym cały dzień :-) Po woli przygotowujemy się też na przyjęcie Niunia w domku więc robimy co możemy aby było więcej miejsca :-) Także Kociak rozkręcił stoliki aby było miejsce na komódkę lub łóżeczko :-) Musimy jeszcze tylko znaleźć miejsce na dość dużego misia, który na tych stolikach siedział :-) Miś był prezentem na Gwiazdkę 2007 :-) Niestety miejsca brak i na razie miś siedzi na łóżku w drugim pokoju ale pewnie w czasem będziemy musieli spakować go w worek i znieść do piwnicy a później jak Natanek będzie większy to On będzie bawił się misiem :-)

Wczoraj był XVII finał WOŚP i My oczywiście również poszliśmy coś wrzucić do puszki. Obydwoje jak najbardziej popieramy Jurka Owsiaka i to że udało mu się zorganizować akcję zbiórki pieniędzy na chore dzieci pomimo tylu sprzeciwów z różnych stron i zawsze wpłacamy pieniążki na WOŚP. Obejrzeliśmy Światełko do nieba i wróciliśmy do domku.

Światełko do nieba
  

 

 WOŚP
  

 

My w domku 25 tc (11.01.2009)
 

 

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Ostatnie dni

30 grudnia 2008 Natanek przestraszył Nas bardzo. Zazwyczaj od rana nie jest zbyt ruchliwy, zaczyna łobuzować dopiero po południu, jak Tata :-) od rana raczej odpoczywa i dopiero po południu czuję pierwsze kopniaki. Jednak dzień przed Sylwestrem było inaczej. Nie czułam w ogóle ruchów Natana. Czekałam cały dzień ale ruchów nie było. Wieczorem, po 22 postanowiliśmy pojechać do szpitala i sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Na początku położna powiedziała że mogę nie czuć codziennie ruchów bo dziecko jest jeszcze małe, więc powiedziałam jej że czuję ruchy codziennie od 3 tygodni. Postanowiła podłączyć mnie do ktg ale tam też w ciągu 20 minut nie mogła znaleźć Jego tętna. Cały czas jeśli już coś znajdowała było to moje tętno. Wezwała więc lekarza. Jak się okazało dyżur miał lekarz, który robił Nam pierwsze USG w 13 tc i do którego jesteśmy umówieni na 15.01.2009. Jest specjalistą od USG genetycznego i echa serca płodu. Położyłam się, lekarz przyłożył głowicę do mojego brzucha i okazało się że Maly ma czkawkę :-) Wszystko było w porządku, tzn. Natan się ruszał, machał rączkami i nóżkami, serduszko biło prawidłowo tylko ja nie czułam jego ruchów. Nie wiadomo było dlaczego. Lekarz powiedział że jeśli długo nie czuje się ruchów to może świadczyć o tym że Maleństwo jest leniwe. Pobujał brzuchem i pokazał jak to robić, tak w razie czego na przyszłość. Po pobujaniu zobaczyłam na monitorze jak ta maleńka nóżka kopie i prawie w tym samym momemncie to poczułam. Jednak gdybym następnego dnia dalej nie czuła ruchów to mam się zgłosić do szpitala. Na USG lekarz kolejny raz potwierdził płeć :-) Po powrocie do domku, jak rozmawialiśmy z Łukaszem Niunio zaczął bardziej kopać :-) Widocznie brakowało Mu Taty bo wtedy akurat było taki dzień że Łukasz miał dużo spraw do pozałatwiania na mieście a ja byłam sama w domku. Mały kopał długo w nocy :-) oczywiście słysząc Tatusia :-) Strach minął ale powiem szczerze że bardzo się bałam, zresztą obydwoje bardzo się baliśmy o Nasze Maleńkie Szczęście.

W Sylwestra jakoś nie szczególnie odczuliśmy że kończy się Stary Rok a zaczyna Nowy. Od rana pojechaliśmy na jakieś tam małe zakupy, posprzątaliśmy wspólnie domek, tzn ja tylko kuchnię, resztę Łukasz :-) wieczorkiem jako że ja nie mogę pić alkoholu, Misio pojechał po karmi i jakieś słodycze, które mogłabym jeść kilogramami w ciąży :-) a to podobno na dziewczynkę ma się ochotę na słodkie. Wszedł do sklepu dosłownie 15 minut przed zamknięciem. Jak wrócił zamówiliśmy sobie pizzę :-) a co Nam też wolno czasem zaszaleć :-) później wzięłam prysznic a Kociak przygotował jedzonko i kieliszki do karmi :-) włączyliśmy tv i leżeliśmy tak pierwszy raz we trójkę z tego ja 2 w 1 :-) było inaczej niż w zeszłym roku ale było tak cudownie leżeć razem, przytulając się :-) Złożyliśmy sobie życzenia, popijając karmi :-) krótko po północy położyliśmy się do łóżka oglądając "Epokę lodowcową 2". Kociak zasnął na wstępie :-) a ja niedługo później.

W Nowy Rok czułam się jak w niedzielę a nie w święto. Zrobiłam pranie, próbowałam się trochę pouczyć przysypiając nad nauką, zrobiłam pranie i obiadek a wieczorem poszliśmy do kina. Mamy jeszcze tylko trochę ponad 3 miesiące żeby wyjść gdzieś razem, potem długo nie będziemy mogli wyjść gdzieś sami a teraz możemy nacieszyć się sobą :-) W kinie oglądaliśmy "Madagaskar 2". Bajka świetna :-) Podobała się Nam obydwojgu, Natankowi pewnie też bo kopał Mamusię na bajce :-) Było tak fajnie i pomimo że nie była to jakaś romantyczna komedia to My i tak siedzieliśmy przytuleni :-) Niestety po bajce byliśmy rozczarowani organizacją kina. Kino znajduje się w Galerii na 3 piętrze. W kinie nie znaleźliśmy łazienki więc chcieliśmy zejśc na niższy poziom ale tam pani sprzątaczka na Nas nakrzyczyła że Galeria jest zamknięta i tylko windą można dostać się na dół. Wróciliśmy się na górę. Czynne były 2 windy. Jednak ludzi było sporo więc trzeba było się naczekać żeby do owej windy się dostać. Jak już udało Nam się dotrzeć do auta postanowiliśmy pojechać nad Wisłę, w takie tylko Nasze miejsce :-) z którym wiąże się dużo Naszych wspomnień, to w końcu tam dostałam kwiatka i postanowiliśy być razem :-) Popatrzyliśmy trochę na wodę, posluchaliśmy muzyki, poprzytulaliśmy się w autku bo było zbyt zimno aby wychodzić na zewnątrz i wróciliśmy do domku.

W piątek w związku ze śniegiem i mrozem musieliśmy kupić dużą i nie zbyt piękną aczkolwiek praktyczną kurtkę. Zmieszczę się w nią nawet w 9 miesiącu ciąży  bo w swoje już ledwo się zapinam i są w dodatku krótkie a w takiech Natanek mógłby zmarznąć. Mam co prawda płaszczyk czarny, który pożyczyliśmy od siostry Łukasza ale on może przemięknąć podczas dużych opadów i w dodatku zmarzałabym w nim. Tak więc z zakupu jestem zadowolona ze względu na Niunia a ze względu na to jaki jest wielki i jak okropnie się w nim czuję już nie :-) Ale to wszytsko dla Naszego Synka :-) który właśnie kopie Mamusię.

W weekend miałam szkołę. Niestety teraz nie na żarty zaczynają się egzaminy. Już za 2 tygodnie. I do 07.02 wyjdzie tak że co tydzień będę w szkole. Muszę przyłożyć się do nauki bo jest tego sporo. No ale w zeszłym roku dałam radę pracując i mając dużo mniej czasu na naukę to w tym tym bardziej dam radę w końcu jestem prawie cały czas w domu to mogę się uczyć do bólu :-) Tylko dużych ilości kawki brak. Piję jedną dziennie i to tą z cykorią żeby Maluszkowi nie zaszkodzić :-) Kociak już prawie po egzaminach, zostały Mu jeszcze 2 i koniec a ja będę się męczyć :-) Jestem z Niego bardzo dumna, że wszystko zaliczył za pierwszym razem. Kochnie wielka buźka dla Ciebie za to :*

W związku z tym że ostatnio nie czułam się kobieco dostałam kwiatka :-), różyczkę różową :-) piękną po prostu i daną ze szczerego serduszka bo rozwinęła się calutka i stała dość długo :-) Dziękuję Skarbie :*

Pod ostatnią notatką dziewczyny pocieszają mnie, że ładnie wyglądam i że na pewno dam sobie radę :-) Dziękuję Wam za to :-) jest to bardzo miłe i wiecie co, wierzę w to. Jakoś tak pozytywne nastawienie do życia mam ostatnio. Dzięki za słowa otuchy i wsparcie :-)


A oto My w wersji 2 w 1 czyli Natanek w Maminym brzuszku :-)
24 tc 1 dzień (04.01.2009)
 

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Objawy ciążowe

Minęła już połowa ciąży, Natan rusza się coraj intensywniej i częściej a ja coraz bardziej boję się. Czego? Głównie tego, że nie dam sobie rady z tym wszystkim, że będzie mi ciężko, że wiele rzeczy i spraw ulegnie zmianie. Nie wiem czy takie obawy są normalne ale u mnie ostatnio są coraz częstsze. Czuję się jak wieloryb, w nic normalnego się nie mieszczę, nie mogę ubrać się tak żeby czuć się kobieco, nie mogę założyć spódniczki, w których tak lubiłam chodzić bo jest mi szkoda wydać ok 100 złotych na coś co będzie potrzebne jeszcze tylko 4 miesiące. Pomimo tego, że przytyłam 6 kg czuję się tak słoń. Mam wrażenie że brzuch jest ogromny... Jest mi z tym źle. Nie mogę założyć sexownej bielizny... Przez to wszytsko nawet nie mam ochoty na sex. Jak pomyślę o moim wyglądzie i uświadomie sobie, że przede mną jest ogromny brzuch a moje biodra są takie szerokie to ochota przechodzi :-( Brakuje mi pracy, kontaktu z ludźmi, odskoczni od codzienności. Boję się, że będąc w domu z Niuniem będzie jeszcze gorzej bo wtedy już dość długo będę bez pracy. Ciągle siedzę w domu. Nigdy nie miałam wielu znajomych ale teraz czuję się opuszczona i zapomniana :-( Owszem czasem sama mam takie dni że nie chcę spotykać się ze znajmomymi ale coraz częściej brakuje mi jakiejś odskoczni od codzienności, rozmów o niczym ważnym. Boję się że nie jestem typem kobiety, która będzie szczęśliwa siedząc w domu i wychowując dziecko. A czy taka kobieta może wychować szczęśliwe dziecko? Przecież dziecko już w życiu płodowym odczuwa nastroje matki a po porodzie tym bardziej potrafi wyczuć zdenerwowanie. Mam wrażenie że to wszytsko mnie przerasta. Tylko czemu? Przecież tak bardzo chciałam zajść w ciążę, czuć te słodkie kopniaczki a później tulić Maleństo. A teraz gdy Natanek jest we mnie czuję strach i to nie jak większośc kobiet z forum przed porodem tylko przed tym co będzie potem. Przecież taka Dzidzia jest maleńka, krucha, może się zaksztusić. Oglądanie ubranek i rzeczy dla maluszków sprawia mi ogromną radość i wiele razy chciałam kupić jakiś komplecik dla Niunia ale wciąż boję się jeszcze kupować całą wyprawkę, żeby nie zapeszyć. Wiem że jest to bez sensu ale jednak się boję. Staram się nawet tłumaczyć sobie, że przecież wszytsko jest ok, Mały jest zdrowy więc powinnam zacząć już kompletować ubranka i inne potrzebne rzeczy ale się boję. Wczesniej czekałam do grudnia, teraz do drugiego USG a potem pewnie stwierdzę że wciąż jest zbyt wcześnie i będę chciała poczekać do marca. Boję się pierwszej kąpieli, nieprzespanych nocy, tego że nie będę chciała jechac do szkoły bez mojego Szkraba, że będzie mi ciężko na sercu zostawiać Go z Łukaszem. Boję się też że nie będę miała siły sprzątać, gotować, zajmować się domem i uczyć się a będę miała wtedy egzaminy. Boję się że po porodzie moje biodra zostaną takie szerokie i wciąż nie będę się czuła kobieco. Te wszystkie strachy wynagradzają mi kopniaczki Synka, od kilku dni dość mocne i wyczuwalne przez brzuch :-) Sprawia mi to ogromną radość i gdy tylko poczuję Natanka w brzuszku uśmich sam pojawia się na mojej buźce :-) Jedanak wciąż się boję a w mojej głowie mnóstwo jest obaw jak to będzie.

sobota, 27 grudnia 2008

27.12.2008

Już 23 tygodnie Natan jest w moim brzuszku :-) Jak ten czas szybciutko Nam płynie :-) Dziś Łukasz pierwszy raz poczuł kopniaki swojego Synka :-) Maleńki poznaje Tatusia po głosie :-) Jak dłużej nie widzę się z Łukaszem bo np jest w pracy albo po prostu nie ma Go w domku czy ja jestem w szkole i później gdy tylko się zobaczymy i mieszkaniec mojego brzuszka usłyszy Tatusia to od razu zaczyna kopać :-) ja śmieję się że to dlatego, że jak Łukasz rozmawia z brzuchem to zawsze mówi do niego:"Natan, Tata mówi :-)" I tak mu już to wmówił że jak Niuniek tylko Go słyszy to zaczyna kopać :-) Na ostatniej wizycie u lekarza okazało się że od początku ciąży przytyłam 6 kg a czuję się jak wieloryb... Wiem, że teraz jest Nas dwoje i nie powiennam mieć wyrzutów sumienia z powodu mojego wyglądu ale mimo tego czasem mam takie dni że nie czuję się kobieco i boję się że tak już zostanie :-( Z drugiej strony wiem że to dla mojego Synka a dla tych kochanych kopniaczków jestem w stanie znieść wszytsko :-) Z powodu nadżerki, którą miałam w zeszłym roku moja szyjka macicy zaczyna się nieznacznie skracać, przez co nie powinnam się denerwować, tylko jak? Nie mogę też dźwigać i powinnam odpoczywać. Po zatym jest ok, rowarcia nie ma, skurczów też nie. Już za troszkę ponad 2 tygodnie kolejna kontrola u lekarza i Nasze drugie USG 3/4 D a więc po raz drugi już zobaczymy Naszego Synka :-) Mam nadzieję że tym razem Tatusiowi uda się pójść z Nami do lekarza i zobaczyć małego mieszkańca mojego brzuszka razem ze mną :-)

Co tam u Nas? Wszystko płynie z dnia na dzień :-) jak zwykle kłócimy się o jakieś pierdoły, co po tym jak opadną nerwy w ogóle nie ma sensu ale My przecież nie możemy się nie pokłócić...
Uwielbiam za to gdyw nocy Łukasz szuka mnie na pół śnie i jak potem czuję jak mnie tuli igłaszcze po brzuszku :-) to jest takie kochane. Święta minęły. Może to i dobrze bo ja jakoś nie lubię Świąt. Czemu? Nie wiem, nie czuję jakoś po prostu atmosfery świątecznej. Święta kojarzą mi się tylko z mnóstwem przygotowań na 2 dni nic nie robienia. O sprzątaniu nie będę wspominać bo sprzątanie uważam za czynność co tygodniową więc w tym nic szczególnego nie ma. Może jest to spowodowane tym, że nie jestem osobą jakoś szczególnie wierzącą i wg mnie każdy nawet najzwyklejszy dzień można spędzić z rodziną a nie akurat 25 czy 26 grudnia. Choinkę owszem lubię ale tylko popatrzeć na nią a nie ją ubierać bo potem trzeba będzie sprzątać te wszystkie igiełki porozwalane po całym domku i wynosić ozdoby choinkowe do piwnicy. Także jednym słowem ujmując to wszystko nie lubię tego całego świątecznego bum i już.

W poniedziałek moi rodzice wracają do siebie, do Londynu i jest jedno co mnie bardzo cieszy. Jakoś mniej się z nimi kłóciłam. Nie było tak jak zawsze że oni wszystko wiedzieli najlepiej a ja najlepiej jakbym robiła tak jak oni chcą. Teraz było nieco inaczej. Po kilku spięciach i ostrzejszej wymianie zdań nie wtrącali się. Nie było jak zwykle że ja to wszystko robię nie tak i że wszystko jest inaczej a co za tym idzie źle. Nie wiem czym jest to spowodowane i czy tak już zostanie ale z tej zmiany się cieszę. Wreszcie jest normalnie czy prawie normalnie :-) Niestety Natanek nie chce kopać Babci gdy dotyka brzuszka, tak jak zresztą Mamusi i Dziadka, jedynie Tata może dotykać brzuszka w momencie gdy Mały kopie. Gdy ktoś inny go dotyka to nie chce kopać. Jakoś tak nawet mi dziwnie że lecą... Może trochę smutno?

Po woli zaczyna się egzaminy w mojej szkole. A u mnie brak chęci nauki :-) jak nigdy :-) Czasu dużo a chęci brak. Zawsze było inaczej, chęci były tylko czasu nigdy nie było. A teraz pierwszy egzamin za tydzień, kilka prac domowych czeka a mnie nie chce się za to zabrać. Za prace domowe to jeszcze ale za naukę i to jeszcze prawie 70 str to już nie... No ale niestety od poniedziałku czy chce czy nie bedę musiała się za to wziąć bo nie dam rady ogarnąć tego wszytskiego :-) Oj ten Natanek to biedny będzie :-) już w brzuszku u Mamusi musi się uczyć :-) Mam już podane terminy zjazdów na semsetr leni a więc jak dobrze pójdzie to tylko 3 razy nie pojawię się w szkole, czyli ostatni raz będę na zajęciach w połowie marca, nastepne wg planu mam akurat wtedy gdy planowany jest termin porodu, potem na początku maju a na te w połowie maja może już udałoby się pojechać :-) więc nie jest tak źle :-)

Łukasz pojechał przyprowadzić auto kolegi do domku bo kolega nie jest w stanie sam prowadzić a ja siedzę i własnie mam zamiar zabrać się za angielski :-)

piątek, 12 grudnia 2008

12.12.2008 - kłótnia

I kolejna kłótnia między mną a Łukaszem ale tym razem podczas tej kłótni padły bardzo raniące mnie słowa... Szczerze mówiąc kiedyś podczas jednej z kłótni zastanwiałam się dokąd jesteśmy w stanie posunąć się podczas kłótni i teraz już wiem że nie mamy żadnego hamulca, jesteśmy w stanie powiedzieć słowa, które ranią najbardziej i nawet po kłótni zostaną gdzieś głęboko we mnie... Już po kłótni jak Łukasz był w pracy poszłam na spacer, potrzebowałam samotności. Dużo wtedy myślałam i każda myśl sprowadzała się do Nas. Po moich policzkach łzy płynęły same, bez mojego pozwolenia. Dużo myślałam o tej kłótni, o jej powodach, o mnie, o Łukaszu, o Nas razem, o Maluszku. Nie doszłam do żadnych konkretnych wniosków. Jedyne co przyszło mi na myśl to, że Łukasz chyba wolałby żyć nieco inaczej, bawić się, szaleć a nie pracować, zarabiać na rodzinę. Niby to była Nasza wspólna decyzja ale czasem mam wrażenie że On tego żałuje. Że nie o takim życiu marzył. Ze mną jest inaczej. Ja też mam jakieś marzenia, plany ale Natan jest dla mnie najważniejszy, wiem, że reszta też się spełni tylko z czasem a jeśli chodzi o Łukasza on wolałby najpierw się wybawić a dopiero po 30 ustatkować. W życiu nie można mieć wszytskiego na raz, na wszytsko pryjdzie czas. Czasem mam wrażenie, że Łukaszowi wydaje się, że mnie jest tak łatwo ale to ja zastanawiam się co możemy kupić żeby pod koniec miesiąca mieć na najpotrzebniejsze rzeczy. Ciągle tylko słyszę że Mu wszytskiego zabraniam nawet jeździć autem do pracy bo to przecież 20 min dłużej snu a przecież On nie po to ma prawo jazdy żeby jeździć autobusem. Dziś nawet gdy powiedziałam że mamy jeszcze 4 miesiące żeby odłożyć na Małego usłyszałam, że On ma 4 miesiące żeby normalnie pożyć a potem będzie się martwił o wszytsko. Jemu się wydaje że ja jestem szczęśliwa siedząc w domu. Nie jest tak. Nie lubię być w 4 ścianach a nie wśród ludzi, lubię być czymś zajęta, komuś potrzebna. W stycznia będzie moja ostatnia wypłata, potem będzie ciężej bo będzie mniej pieniędzy ale co z tego. Mnie jest szkoda wydać 30 zł na bluzkę ciążową bo przyda się tylko jeszcze ok 5 miesięcy a Łukasz powie że przecież jemu też się coś od życia należy jak chce coś kupić. Podczas tego spaceru a raczej podczas powrotu myślałam czy jak wrócę to chce aby Lukasz mnie przytulił, pocałował i jedna część mnie bardzo tego pragnęła, chciała wyciąć poranek i przedpołudnie, zapomieć o wszytskim a druga część mnie, ta w której to wszytsko siedzie nie chciała tego, chciała być sama, bez żadnej rozmowy, przytulenia. I ta druga część zwyciężyła. Czemu najbardziej boli gdy ranią najbliżsi?

środa, 10 grudnia 2008

10.12.2008

Wszytsko płynie powoli z dnia na dzień :-) już połowa grudnia a wg USG to już 20 tc, czyli połowa :-) jestem taka szczęśliwa. We wtorek kolejna wizyta kontrolna u lekarza i kolejny raz posłucham bicia serduszka Maluszka :-) Za oknami pogoda nie do końca zimowa, śniegu brak ale dla mnie to lepiej :-) ah jak ja nie lubię zimy. Brzuszek rośnie :-) Synek tyje ale nie mamusia :-)
Siedzę w domku i bardzo się nudzę :-( brakuje mi pracy, kontaktu z ludźmi. Podziwiam ludzi, którzy cały czas siedzą w domach i są z tego zadowoleni, ja tak nie potrafię.
Niestety 8 grudnia przyjechała moja mama. Nie wiem jak to jest ale razem wytrzymujemy tylko 2 dni i właśnie dziś ten okres się skończył. Znowu zaczęły się kłótnie, głupie pretensje itd. Szczerze to mam dość i nie zamierzam siedzieć cicho. Ciągle słyszę, że robię problem tam gdzie go nie ma ale nie zamierzam siedzieć cicho, gdy ktoś zagraca mi dom. Ja potrzebuję przestrzeni a nie potykania się o wszystko. Zastanawiam się tylko czy problem jest we mnie czy w niej, że nie potrafimy się porozumieć. No ale cóż takie jest życie, ja wiecznie z drogi schodzić nie będę. Jak jej nie pasuje to niech wraca do siebie. Nie za bardzo chce się stresować bo wiem, że to szkodzi Maleństwu więc wg rad mojej koleżanki Marysi po prostu powiedz co masz powiedzieć, nie informuj o wszytskim, rób jak uważasz a jak nie rozumie Twojego zdania to i tak zrób po swojemu tylko tak żeby nie widziała :-)
Z Kociakiem świetnie Nam się układa :-) obydwoje staramy się nie kłócić o głupoty, rozmawiać o wszytskim i chyba wreszcie obydwoje zrozumieliśmy, że to że jedno ogląda telewizję a drugie czyta nie jest złe, tylko czasem mamy ochotę na coś innego :-)
W sobotę 6 grudnia poczułam pierwsze kopniaczki :-) takie bardzo delikatne ale jednak :-) może już niedługo Natanek zacznie kopać mocniej tak żeby Tatuś też poczuł :-) Więc dostałam wspaniały prezent na Mikołaja :-)

czwartek, 27 listopada 2008

18 tygodni i My

Już 18 tygodni Nasz Synek jest w moim brzuszku :-) Nawet się nie obejrzałam a to już 18 tygodni :-) Szczerze mówiąc nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał :-) Jeszcze tylko drugie tyle i jeszcze troszkę a Maluszek będzie już z Nami :-) Czuję czasem takie bąbelki w brzuszku ale nie wiem czy to ruchy Maleństwa. Czasem też czuję, że coś mnie zaboli gdzieś tam w środku ale nie wiem czy powinnam interpretować to jako ruchy Małego :-) Wieczorem Mały kładzie się gdzieś w prawym boku, tak że nie mogę ani siedzieć ani stać ani chodzić. Jedyne co czuję to ból. Po około 30 minutach przechodzi. Natanek jest bardzo wstydliwy :-) Ciekawe czy jak się urodzi to tez taki będzie :-) Gdy miałam pierwszy raz zobaczyć Go na USG odwrócił się pleckami :-) i za każdym razem jak położna chce sprawdzić Jego tętno to trzeba Go szukać po całym brzuszku a On i tak chowa się koło bioder Mamusi :-) Może dlatego ostatnio tak mnie bolą i chodzę jak kaczuszka :-) Poza tym czuję się dobrze :-) Zapalenie zatok można powiedzieć, że już przeszło. Czasem tylko boli mnie głowa i zapycha nosek. Wciąż jednak apetytu na jedzenie jakoś nie mam. Mogłabym jeść kilogramami owoce i słodycze :-) a coś innego to jak mnie naleci :-) Ale to, że mam na coś ochotę i to zrobię nie oznacza, że będę miała na to ochotę jak już skończę przyrządzać jedzenie :-) Dziś na przykład wyciągnęłam rano Łukasza na zakupy bo miałam ochotę na sałatkę z kurczakiem - gyros :-) Mięsko się rozmraża tylko kapusty zapomniałam kupić :-( może będzie gdzieś tu blisko w sklepie :)

Wczoraj w nocy, gdy Łukasz wrócił już z pracy i leżeliśmy już w łóżeczku oglądaliśmy film pt."PS. Kocham Cię". Tzn ja oglądałam bo Łukasz zasnął już po 10 minutach. Zrobiło mi się tak smutno i nawet łezki pojawiły się w moich oczkach bo ta para była taka podobna do Nas. Przez cały film Holly, główna bohaterka starała się podnieść z dołka psychicznego po stracie męża. Oglądając ten film uświadomiłam sobie, jak bardzo Kocham Łukasza i jak ważny On jest dla mnie. Jesteśmy razem 2 latka i czasem zjada Nas codzienność. W ciągłym biegu zapominamy jak ważne i cudowne może być po prostu poleżenie razem czy wtulenie się w siebie... Kiedyś jak jeszcze nie mieszkaliśmy razem to jakoś częściej pamiętaliśmy żeby tak bez powodu przytulić się do siebie czy pocałować albo być blisko nawet bez potrzeby rozmowy. Wiem, że wtedy byliśmy bardziej beztroscy, wtedy nie mieliśmy tyle problemów na głowach. Żyliśmy dniem codziennym a jedyne czym się przejmowaliśmy to gdzie wyjść wieczorem. Teraz mamy na głowach dużo więcej, praca, dom, rachunki i wiele innych spraw. Jednak mimo tego wszystkiego bardzo się Kochamy. Wiem, że Łukasz nie jest tylko moim Mężczyzną, Tatą Małego ale jest częścią mnie tak jak ta Malutka Istotka. Po filmie gdy było mi tak smutno wtulałam się w Łukasza, głaskałam Go i pomimo tego że Go obudziłam to chciałam aby był blisko, aby mnie tulił. Chciałam czuć Jego bliskość, ciepło. Prawie już zapomniałam jakie to cudowne uczucie. Dzięki temu, że obejrzałam ten film postanowiłam zmienić tą codzienną gonitwę. Będę częściej mówić Kociakowi, że bardzo go Kocham, jak ważną Osobą jest dla mnie. Bo to dzięki Niemu jestem taka szczęśliwa. Ostatnio chyba dzięki szczerej rozmowie coraz rzadziej się kłócimy i znowu jest tak jak kiedyś czyli CUDOWNIE :-)

poniedziałek, 24 listopada 2008

Choroba mnie dopadła :(

W ostatni wtorek postanowiłam wyjść na krótki spacer z racji tego, że kobiety w ciąży powinny się dotleniać :-) cały spacer trwał może ze 30 min. Opatuliłam się ciepło bo na dworku było dość zimno. Jak wróciłam to zrobiłam ciacho i obiadek :-) i tak jakoś minął dzień. wieczorem przespałam się troszkę i jak się obudziłam to zaczęło mnie boleć gardło. W środę pojechaliśmy do lekarza, dostałam kropelki homeopatyczne. Okazało się że mam zapalenie zatok. I również w środę zaczęła mi lecieć krew z noska ale tak tylko troszkę. Niestety z każdym dniem było gorzej, jednak gorączki nie było a ja czułam się tak jakby była nie wiem jak wysoka. W piątek, gdy krew leciała już 5 razy dość mocno zadzwoniłam do lekarza i umówiłam się na akupunkturę. W sobotę rano dostałam inne leki i była też akupunktura. Wszystko zaczęło się po woli uspokajać. Niedziela minęła w miarę spokojnie, niestety wczoraj okazało się że zaraziłam Łukasza. Biedny mój Kociak jest bo ja leżę w domku a On musi chodzić do pracy :-( a nie ma na nic siły :-( Jest bardzo dzielny ponieważ gdy przez ostatnie dni leciał mi krew to pomagał mi bardzo, robił mi okłady i widać było jak bardzo się martwi.  Dziękuję Skarbie :* Ja też się martwię ale nie tyle o siebie co o Maleństwo bardziej bo gdy leci mi krew z noska to jest to raczej dość duży upływ krwi a ja nie chcę Mu zaszkodzić. Lekarz powiedział, że wlasnie dlatego była ta akupunktura aby zmniejszyć krwawienia ale powiedział też że mam dużo odpoczywać i się nie przemęczać, nie denerwować się. Staram się dużo leżeć i odpoczywać bo nie chcę zaszkodzić Maluszkowi. Martwię się  o niego. Ale ufam lekarzowi :-)

wtorek, 18 listopada 2008

Tak o wszystkim

Dni mijają Nam powoli i leniwie :-) mnie jak zwykle nic się nie chce :-) Łukasz pracuje a ja siedzę w domku :-) jedynym urozmaiceniem są spacery i wyjazdy do szkoły. Mały nie daje mi spać w nocy :) albo wszystko mnie boli albo jak już śpię to budzę się bo jestem głodna a jak chcę zasnąć bez jedzenia to kręci mi się w głowie i robi mi się słabo. Brzuszek z dnia na dzień jest coraz większy :-) ale na wadze ważę tylko 0,5 kg więcej niż przed ciążą :) Widzę zmiany w moim zachowaniu spowodowane ciążą. Kiedyś nie było dla mnie ważne żebym nie zmarzła, chciałam po prostu ładnie wyglądać a teraz również chcę ładnie wyglądać ale bardziej od tego liczy się dla mnie to żeby było mi ciepło i żeby ta malutka Istotka w brzuszku nie zmarzła :-) Kiedyś mogłam nie jeść cały dzień i było ok, teraz tak nie jest. Jestem głodna i muszę zjeść, nawet jeśli jest to 4 czy 5 w nocy :-) Nie przemęczam się. Nie ma siły to leżę a nie tak jak kiedyś jak miałam coś zrobić to to robiłam, choćbym potem padła na nosek. Widzę też zmiany w zachowaniu Łukasza :-) On często mówi do brzuszka, całuje Go, przytula się do Niego :-) Często jak Go o coś proszę np. o kanapkę to mówi że mnie nie da ale Natanowi tak :-) to jest takie słodkie i kochane :-) Skarbuś stara się bardzo pomagać. Sprząta i to sam proponuje pomoc albo robi porządki jak mnie nie ma, tak jak w niedzielę :-) Wie, że nie lubię jak w domu jest bałagan i źle się wtedy czuje więc w niedzielę zanim wróciłam sam posprzątał :-) Pomimo ciężkiej pracy stara się mi bardzo pomagać. Nie przeczę jest to miłe :)

czwartek, 30 października 2008

Mamy Synka :)

Dziś jestem już po USG i jestem bardzo szczęśliwa :) Dzidzia jest zdrowa, nie ma żadnych wad na tym etapie ciąży :-) A więc mamy Synka :-) Kocham Was obydwu moje Skarby :*
 
 

wtorek, 28 października 2008

Trochę wspomnień :) || To już 2 latka

Niedawno minęły 2 latka jak jesteśmy razem i chyba z tego powodu wzięło mnie na wspomnienia :-) Poznaliśmy się we wrześniu 2006 na jednym z portali internetowych. Pisaliśmy do siebie początkowo tylko na tym portalu, później również na gadu :-) tak najczęściej mijały Nam wieczory. Później wymieniliśmy się numerami telefonów :-) tak zaczęły się pierwsze niewinne rozmowy i całe mnóstwo smsów :-) Łukasz był wtedy smutny po rozstaniu ze swoją poprzednią dziewczynom a ja cały czas albo wciąż byłam sama. Pierwszy raz spotkaliśmy się w październiku 2006. Łukasz przyszedł wcześniej a ja jak zwykle się spóźniłam :-) dostałam wtedy różę herbacianą i buziaka w policzek na przywitanie :-) Mieliśmy oglądać "Tylko mnie kochaj" ale przegadaliśmy cały film :-) czas spędzony razem minął bardzo szybko :-) Wtedy pierwszy raz tak niewinnie przytuliłam się do Łukasza :-) Kociak odprowadził mnie do domku a później cały wieczór pisaliśmy do siebie. Tydzień później 15.10.2006 Łukasz zabrał mnie nad Wisłę w teraz już takie tylko Nasze miejsce i wręczając mi róże, tym razem już czerwoną zapytał czy spróbujemy być razem :-) od tego dnia oficjalnie JA i ON tworzymy słowo MY :-) Początkowo miał to być niezobowiązujący związek jednak zaczęliśmy spotykać się praktycznie codziennie. Ja codziennie rano budziłam Łukasza miłym smsem :-) a on takim smsem mówił mi dobranoc :-) Czas powoli mijał a My coraz lepiej poznawaliśmy siebie :-) Z każdym dniem stawaliśmy się sobie coraz bliżsi :-) Pamiętam doskonale pierwszy spacer, pocałunek, pierwsze "Kocham Cię", pierwszy sex... Mnie z każdym dniem coraz bardziej zależało na Łukaszu i z każdym dniem coraz mocniej Go Kochałam. Niestety bywały też smutne chwile, gdy moja mama cały czas mówiła, że ja niedługo wyjadę z Nimi z Polski. Wtedy najbardziej cierpiał Łukasz bo ja wiedziałam, że miłość w życiu jest najważniejsza a reszta jakoś się ułoży. Mówiłam Mu o tym, że ja bez Niego nigdzie nie wyjadę bo Kocham Go całym serduszkiem ale Misiek i tak się smucił. Myślę, że w głębi serca bał się, że mnie straci. Pamiętam Nasze pierwsze Boże Narodzenie i prezent jako dostałam :-) różową koszulkę nocną :) a zaraz po świętach znowu smutne dni. Podczas jazdy na łyżwach upadłam i okazało się, że będę miała operację. Ja byłam spokojna ale Łukasz bardzo to przeżywał, bał się za mnie i za siebie. W dzień operacji po całej nocy spędzonej w pracy zawiózł mnie do szpitala i był cały czas blisko :-) Karmił mnie gdy nie mogłam wstać, ubierał i mył ;-) po prostu był blisko gdy tak bardzo tego potrzebowałam. Wtedy chyba moja mama zaczęła powoli rozumieć, że ja zostanę i nie wyjadę z Nimi bo tu w Polsce, razem z Łukaszem jestem tak na prawdę szczęśliwa. Zaczęły się przygotowania do sprzedaży domu w którym kiedyś mieszkałam. Ja z powodu rekonwalescencji po operacji nie mogłam pomóc i wszystko za mnie robił Łukasz. Potem była przeprowadzka do mieszkania w którym mieszkamy obecnie. Pierwsze poważne kłótnie. Zdecydowaliśmy ze wyjedziemy razem na 3 miesiące do Londynu. 11 maja 2007 w moje urodzinki Łukasz oświadczył mi się :-) dostałam pierścionek w róży a wszystko odbyło się na zamku :-) nigdy tego nie zapomnę :-) I tam chyba tak na prawdę poznaliśmy prawdziwe życie, gdzie trzeba martwić się o wszystko i myśleć o wszystkim a nie tylko gdzie można wyjść wieczorem. Spędziliśmy tam 3 miesiące. Było lepiej i gorzej. Wesoło i sielanko ale też czasem smutno. Potem powrót do Polski. Nasza pierwsza rocznica :-) kupiliśmy sobie obrączki :-) Koniec mieszkania razem i znowu tęsknota za wspólnymi wieczorami i nocami... Później wyjazd mojej mamy na stałe do UK i wreszcie spokój od jej trucia. Odpoczynek psychiczny. W między czasie odstawienie tabletek :-) Starania o Maleństwo? Raczej będzie co ma być :-) Nasze pierwsze tak na prawdę wspólne Święta :-) Pierwsza wspólnie ubrana choinka i wspólnie zawieszona jemioła :-) Później życie zaczęło płynąć z dnia na dzień. Na wiosnę tego roku zamieszkaliśmy razem :-) I znowu wspólne noce i poranki :-) Wspólne obiady i kolacje :-) Na pewno było też mnóstwo kłótni ale o błahostki :-) I wreszcie koniec sierpnia i brak okresu :-) Czy to ciąża? E tam nie możliwe :-) Test zrobiony w domku i obudzenie Łukasza "Skarbie będziesz Tatą :-)" Wizyta u lekarza i potwierdzenie, że to już 5 tydzień :-) Od 5 września Maleństwo oficjalnie istnieje na papierze :-) a My oficjalnie wiemy, że jest Nas już troje a nie dwoje :-) później jeszcze choroba Skarba i Łukaszek w szpitalu. Mój strach o Niego. Ale wszystko skończyło się dobrze :) Kociak w domku. I w końcu 15 październik 2008 to już 2 latka razem ale już we trójkę :-) z czego jedna 2w1 :)

  

poniedziałek, 13 października 2008

A przecież tak bardzo Kocham...

Kolejna kłótnia, kolejne pretensje... Znowu usłyszałam, że jestem okropna bo na nic Mu nie pozwalam, że koledzy to kupują sobie auta a On nawet nie może wymienić akwarium na większe bo wg mnie w tej chwili nie jest Nas na to stać. Że zawsze Mu wszytskiego zabraniam bo boję się otworzyć własnego sklepu teraz gdy i tak mamy duże wydatki. Tak wiem że jestem okropna bo zawsze się o wszytsko czepiam, że nie wziął talerzyka do kanapki, że chodzi w butach po domu. Wiem to ja jestem ta zła i niech tak zostanie. Przyzwyczaiłam się już. To On zawsze ze wszytskiego rezygnuje, ze swoich marzeń itd. Owszem ale ja też nie mogę sobie niczego kupić... No ale ja przynajmniej mam szkołę, która razem z dojazdami pochłania całą moją wypłatę... A uczę się zaocznie bo chciałam być bliżej Łukasza a w Płocku nie ma geografii a turystyka dopiero od tego roku. Czasem mam wrażenie, że Nasza sinusoida jest poniżej linii krytycznej i że jeśli nie przestaniemy się kłócić to ciężko będzie Nam dojść do porozumienia no ale to ja nie umiem ustąpić i pójść na kompromis. I w dodatku nawet teraz się czepiam gdy Łukasz wyszedł ze szpitala i jest chory. Wiem, że jestem okropna, zła i w ogóle Zołza ale przecież tak bardzo Go Kocham... Gdzie podziały się te 2 zakochane w sobie osóbki, które 2 lata temu postanowiły spróbować być razem? Czy po tym jak spadły różowe okulary może być tylko gorzej? No ale przecież czasem jest dobrze, np dziś rano kiedy ja śmiałam się jak kiedyś i miało być tak cudownie i było przez kilka godzin... Albo jak przyjeżdżałam do szpitala i tak bardzo się o Niego martwiłam...  Bo przecież Łukasz i  Maleństwo do dwie najważniejsze dla mnie osóbki... Jest mi źle, cholernie źle...